Zrób lokalne spotkanie o sytuacji osób LGBT+ – rusza nasz nowy program

Dlaczego warto rozmawiać o sytuacji osób LGBT+ w małych miejscowościach?

W małych miastach i na wsi czasem brakuje okazji, żeby porozmawiać o tym, jak żyje się osobom LGBT+; dowiedzieć się, jak skutecznie wspierać sąsiadki, sąsiadów i krewnych z tęczowej społeczności. Spotkania u Ciebie przełamują ten stan rzeczy – stwarzają okazję do szczerej wymiany perspektyw, podpowiadają jak rozmawiać o osobach LGBT+. Łączą ludzi, rozwiewają wątpliwości i otwierają przestrzeń do budowania lokalnego wsparcia.

 

Brzmi ciekawie? Zgłoś swoje spotkanie jeszcze dziś!

 

Jak powstały Spotkania u Ciebie?

  1. Przez ostatnie sześć lat w działaniu uczyłyśmy się, jak budować skuteczne wsparcie dla osób LGBT+ w małych miastach i na wsi. Poznawałyśmy, jak wygląda organizacja warsztatów o społeczności LGBT+ w praktyce. Zależało nam, by zawsze odpowiadały na potrzeby mieszkanek i mieszkańców miejscowości. Zorganizowałyśmy już prawie dwadzieścia tęczowych spotkań w małych miastach i na wsi – od Wygnanki po Pyrzyce, od Chrop po Nowiny.
  2. Stworzyłyśmy autorską metodologię i opracowałyśmy  procedury, które zapewniają bezpieczeństwo osób uczestniczących oraz organizatorów. Dzięki temu wiemy, że Spotkanie u Ciebie będzie miało szansę odbyć się bez zbędnego stresu – a wy będziecie mogli skupić się na tym, co w nim najważniesze (i najciekawsze!): na międzypokoleniowych rozmowach, wymianie perspektyw, zyskaniu nowych doświadczeń.
  3. W tym roku zaprosiłyśmy 9 doświadczonych osób trenerskich z całej Polski. Pojadą wszędzie tam, gdzie lokalne społeczności chcą rozmawiać o tęczowych sprawach – do domów kultury, kół gospodyń wiejskich, bibliotek, szkół, remiz strażackich.
— Dzięki temu spotkaniu wiem, że jeśli ktoś się u nas wyoutuje, to będzie bezpieczny. — uczestniczka spotkania w Nowinach

 

 

Robimy to, bo wierzymy, że prawdziwa zmiana zaczyna się od rozmowy. Od kameralnego spotkania w znajomej i bezpiecznej przestrzeni. Wiemy, że Tęczowa Odmiana może zacząć się u Ciebie.

 

Kto może zrobić lokalne spotkanie o osobach LGBT+?

Ważna jest dla nas twoja gotowość, by zrobić Spotkanie u Ciebie i zaangażowanie w cały proces. Nie musisz mieć wcześniejszego doświadczenia w organizacji warsztatów o osobach LGBT+. To może być równie dobrze twoje pierwsze doświadczenie tego typu. Po otrzymaniu twojego zgłoszenia zdzwonimy się i porozmawiamy o wszystkim. Opowiemy Ci o tym, jak wygląda proces organizowania spotkania, zastanowimy się wspólnie, jak zrobić je tak, by było skrojone na miarę waszej społeczności.

Wierzymy, że wiesz najlepiej, co sprawdzi się u Ciebie, u Was. Nie musisz mieć jednak gotowego pomysłu na format spotkania – z chęcią dopracujemy go razem z Tobą, dzieląc się sprawdzonymi rozwiązaniami.

Spotkania u Ciebie są pomyślane tak, by sprawdziły się w każdej miejscowości. Dotychczas odbywały się zarówno w miejscowościach liczących liczących kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, jak i takich, gdzie mieszka mniej niż sto osób. Czasem sala była pełna, innym razem brało w nich udział kilka osób. Bo wsparcie dla osób LGBT+ jest możliwe tak samo na wsi, jak i w większym mieście. Rozmawiać osobach LGBT+ można w domach kultury, remizach, bibliotekach, czy świetlicach wiejskich. Każda z tych przestrzeni stwarza wyjątkową, niezapomnianą atmosferę. Nie możemy się doczekać, jak będzie u Ciebie!

 

 

Zrób spotkanie, które odmieni rzeczywistość osób LGBT w twojej miejscowości. Zgłoś się już dziś!

Jeśli chcesz zor­ga­ni­zo­wać spo­tka­nie o spo­łecz­no­ści LGBT+ u sie­bie, to jesteś w ide­al­nym miej­scu. My pomo­żemy Ci to zro­bić pro­sto, bez stresu i z peł­nym wspar­ciem.

 

Jak to działa?

✔️ Wypełniasz prosty formularz. Pytamy w nim o twoją społeczność, o ciebie, a także o to, co sprawia, że chcesz stworzyć Spotkanie u Ciebie.

✔️ Oddzwaniamy do Ciebie i rozmawiamy o szczegółach naszej współpracy. Przybliżamy, jak będzie wyglądał cały proces. Zastanawiamy się wspólnie nad dobrymi rozwiązaniami i planujemy spotkanie.

✔️ Do twojej miejscowości przyjeżdża osoba trenerska z materiałami i wsparciem. Prowadzi dla Was autorski warsztat o społeczności LGBT+.

Razem tworzymy przestrzeń do rozmowy – dla sąsiadów, znajomych, rodzin, dla lokalnych liderek i liderów.

 

Wypełnij formularz zgłoszeniowy

 

Jak wygląda takie spotkanie?

CZAS: TYLE ILE TRZEBA, ŻEBY POROZMAWIAĆ
Zazwyczaj spotkanie trwa między 2-3 godziny. Dokładny czas spotkania zależy od bieżących potrzeb grupy. Nie podążamy utartymi szlakami – reagujemy.

FORMA: NIE WYKŁAD/ SZKOLENIE, A ROZMOWA
Nie narzucamy tez; nie oczekujemy konkretnych reakcji, ani jednomyślnych wniosków. Rozmawiamy, pozwalamy sobie „nie wiedzieć” i „nie rozumieć”: to okazja do tego, by się lepiej poznać.

DYNAMIKA: WYSOKA!
W trakcie spotkania jest czas na bliższe poznanie się, na pytania, na zastanowienie. Ale też czas na ćwiczenia, dyskusje, pracę grupową. Jest intensywne, ale nie przemęczające.

 

Ile to kosztuje?

Nic! Wszystkie koszty pokrywamy my! Od Ciebie potrzebujemy zaangażowania, czasu i współpracy.

 

 

Zgłoś się i zróbmy razem Tęczową Odmianę w Twojej okolicy!

W edycji 2025/2026 planujemy kilkanaście spotkań w całej Polsce. Ty możesz sprawić, że jedno z nich odbędzie się właśnie u Ciebie. Bo dzięki takim działaniom osoba LGBT+ w Twojej społeczności poczuje się w pełni u siebie. W końcu.

Wypełnij formularz zgłoszeniowy

Partnerem Spotkań u Ciebie jest Fundacja Wspomagania Wsi.

 

Konopnicka i Dulębianka: opowieść, której nam brakowało

Na początku zapis jest dokładny, pełnymi zdaniami: Dulębianka odsłania ostatnie dni, miesiące, lata, gdy Konopnicka raz podupadała na zdrowiu, raz odzyskiwała jasność umysłu. W miarę jak się cofa w czasie, sięga ku pierwszemu spotkaniu — i wtedy ton notatek zmienia się: staje się niechronologiczny, hasłowy, porywający i bezpośredni. Nazwy miejsc mieszają się z imionami, jedno wspomnienie goni drugie. Dulębianka — krok po kroku, chwila po chwili — tworzy pamiątkę wszystkich lat spędzonych z Konopnicką.

Dziś zanurzamy się w tę historię – uzupełniamy luki, animujemy, przeskakując między datami tak spontanicznie, jak robiła to sama autorka. Wszystko po to, by doświadczyć niezwykłej historii ich relacji w sposób znacznie bliższy, niż oferują oficjalne źródła historyczne i pobieżne artykuły w sieci. 

By stworzyć dla Was tę opowieść, przejrzałyśmy od groma ich prywatnej korespondencji, relacji historycznych i anegdotycznych wzmianek – ale nie traktujcie jej jako dokumentu historycznego.

Bo nasza próba to coś zupełnie innego. To prezent od nas, dla Was na Międzynarodowy Dzień Lesbijek. Dość już powtarzania wymazujących queerowe relacje frazesów o “małżeństwach bostońskich”,  “towarzyszkach życia”, czy “wyjątkowych przyjaźniach”. Odzyskiwanie queerstorii to też jej tworzenie.

Prezentujemy opowieść o tym niezwykle ważnym dla naszej społeczności związku taką, jaką bardzo chciałybyśmy ją kiedyś usłyszeć, choć trudno było ją wydobyć spod pozbawionej intymnych niuansów „historii o przyjaciółkach”. W duchu współczesności zastanawiamy się też, czy „Tureckie noce” — tajemnicze hasło, które dla Dulębianki było wspomnieniem jednej z pierwszych randek — nie przypominałyby dziś wieczoru w rytmie Acid Arab, a czy Konopnicka, żyjąc teraz, zamiast zapisywać „Wrażenia z podróży”, nie prowadziłaby raczej travel vloga na wspólnym kanale YouTube.

Miłej lektury.

I wszystkiego najlepszego 🧡.

 

Spotkanie na Oboźnej. Zgadnij, która odważyła się odezwać pierwsza!

Dulębianka wspomina, że spotkały się “u Jasińskich”. Trudno dziś odkryć, o których Jasińskich chodzi, ale możemy się spodziewać – znając aktywistyczne szlaki Dulębianki – że chodziło o Oboźną 5, gdzie przyjmował pediatra i chirurg Roman Jasiński oraz mieszkała działaczka emancypacyjna – Helena Jasieńska.

Co działo się u Heleny? Kto wie, na pewno był to ważny punkt spotkań dla ówczesnych feministek. Jednak nie każda przestrzeń, w której spotykały i sieciowały się feministki, musiała mieć rangę kongresu czy wiecu.

Budynek na Oboźnej 5 w Warszawie, gdzie najprawdopodobniej poznały się Konopnicka z Dulębianką (wybudowany zaledwie 7 lat przed ich spotkaniem!)

Aby lepiej wyobrazić sobie całą sytuację przyjmijmy, że ‘u Jasińskich’ — czyli w mieszkaniu Heleny Jasieńskiej przy Oboźnej 5 — trwała domówka. Mieszkanie było pełne ludzi, którzy po cichu lub z rozmachem wierzyli w dobre zmiany; było salonem, gdzie się dyskutowało, sprzeczano i śmiano, gdzie rodziły się sojusze na drodze do wywalczenia polskim kobietom praw wyborczych. Wiecie — coś jak pierwszoroczne imprezy studentów kierunków humanistycznych, na stancji w okolicach Starego Miasta. 

 

Dulębianka przyszła z koleżanką, rzeźbiarką – Tolą Certowiczówną – ale już po chwili podeszła do nich Konopnicka, zwracając na siebie uwagę malarki. Wywiązała się rozmowa. Dulębianka zaczyna pokazywać jej swoje rysunki. 

Ma pani psychologiczną rękę. – mówi Konopnicka.

Już na wstępie zwróciła uwagę na to, co było szeroko cenione w malarstwie Dulębianki: ponoć przedstawiała postaci na swoich obrazach z niezwykłym psychologicznym wglądem i wrażliwością. 

Maria Dulębianka i jej „psychologiczna ręka”; „Po wyroku” (1900, olej na płótnie)

Następnie – co Dulębianka niemal z rozbawieniem wspomina w swoim notatniku – Konopnicka od razu przeszła do rzeczy, mówiąc — Żałuję, że nie jestem pani koleżanką (😉😉) — po czym od razu zaczęła proponować kolejne spotkania u Jasińskich. Trudno mówić tu o zaproszeniu na pierwszą randkę, bo… — prosi mnie o pierwszą, ale i drugą albo trzecią wizytę – wspomina Dulębianka.

W pewnym momencie Konopnicka – być może zdając sobie sprawę ze swojego nagłego przypływu śmiałości, zaczyna gorączkowo szukać dlań uzasadnienia, dodając –

Nie może Pani przyjść sama… 

Przypomnijmy tylko: to Konopnicka najpewniej pojawiła się u Jasińskich sama, podczas gdy Dulębianka – przybywszy z Tolą, na brak towarzystwa raczej nie narzekała.

 

No i się zaczęło.

Na pierwszą randkę rzeczywiście spotkały się ponownie u Jasińskich. 

Dulębiance wtedy rozpruł się przetarty rękaw marynarki, więc Konopnicka go tam cerowała. Takie były narodziny słynnego, życzliwego określenia, którym pisarka często nazywała swoją partnerkę: “Pietrek z powycieranymi łokciami”.

Tu, spisywane w zatrważającym tempie wspomnienia Dulębianki (równoważniki zdań, to nawet nie są one) z pierwszej randki na domówce u Jasińskich, przeskakują od razu do Willi Frascati przy ul. Wiejskiej 10, w której wówczas mieszkała Konopnicka.

 

 

Co powiedzieć?  Wygląda na to, że początki ich relacji – motyw bądź co bądź znany w lesstorii – szły jak burza. A Konopnicka – cóż, zdaje się że po prostu umiała zaskoczyć “Pietrka” kolejnymi, fajnymi okazjami do wspólnego spędzania czasu. Bo tuż po “Zszywaniu łokcia”, “Frascati”, w pamiętniku Dulębianki pojawia się tajemnicze: 

Muzyka. Noce tureckie.

 

O co mogło chodzić?

W XIX wieku muzyka a’la „orient” była na wyciągnięcie ręki i często gościła na salonowych wieczorach. Organizowano imprezy w motywach “orientalnych” (tzw. turquerie), które były bardzo rozchwytywanym sposobem na zabawę w europejskich krajach już od XVIII wieku. “Muzyka. Tureckie noce” przywodzi na myśl zachwyt, gdy słucha się po raz pierwszy Acid Arab, zanim poznamy twórców Libańskiej, Marokańskiej, czy Palestyńskiej muzyki elektronicznej.

Wieczory w stylu turquerie nazwalibyśmy dziś być może trendem, ale w XIX wieku były także nostalgią utkaną ze zbyt upraszczających, wyidealizowanych, wyobrażeń na temat “orientu”. Być może o taki właśnie wieczór chodzi? — Konopnicka i Dulębianka kołysały się do XIX-wiecznej wersji Acid Arab, którą wówczas były pisane i grane przez europejskich kompozytorów melodie alla turca, snując marzenia o nadchodzących podróżach?

 

* * *

 

Na tym etapie zapisków Notatnika– Dulębianka wręcz wypluwa swoje wspomnienia, ledwie nadążając za własnymi myślami. Bo oto z tureckich nocy przenosimy się od razu do wyjazdu na Polesie, gdzie Konopnicka zabrała ją w odwiedziny swojej koleżanki – Marii Rodziewiczówny. Kto wie — może to właśnie była ich pierwsza wspólna podróż?

 

Dwie Marie, które zawsze stały za sobą murem

Dulębianka bywa przedstawiana, jako ta silna partnerka, która przejmowała dowodzenie i broniła swojej K. Podczas jednej z morskich podróży, gdy schodzący ze statku tłum niemal Konopnicką stratował – z pomocą od razu przyszedł „Pietrek, blady i mężny, nic się nie bał, tylko mnie bronił” – chwaliła się w liście dzieciom. Ale rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona, niż stereotypowe wyobrażenia “bladej i mężnej” partnerce Konopnickiej. 

Dla przykładu – kiedyś, podczas ogólnopolskiego zjazdu kobiet (Warszawa, 1907 r.), Dulębianka wygłaszała swój referat. Na tym zjeździe Konopnicka była gościnią specjalną, gospodynią wydarzenia. Ranga obydwu prelegentek nie przeszkodziła jednak publiczności na czynienie sobie uszczypliwych żartów, ironicznych komentarzy rzucanych ni to pod nosem, ni to otwarcie, od chwili, gdy Dulębianka otworzyła usta. 

Podobno chodziło tak naprawdę nie o treść referatu, a o jej związek z Konopnicką. Jedna z miejskich legend głosi, że pewnym momencie Konopnicka wkurzyła się i ostentacyjnie wyszła z sali. 

II Zjazd Kobiet w Warszawie (z pierwszego nie zachowały się zdjęcia)

Sprawozdania z tego dnia są niejasne – niektórzy mówią, że Konopnicka wyszła podczas przemówienia Nałkowskiej, gdy głosiła słynne “Chcemy całego życia!”, bo podejście Nałkowskiej w kwestiach obyczajowych było dla niej zbyt trudne do przyjęcia. Jednak czytając prywatne zapiski Konopnickiej często widzimy, że chętniej ironizuje, niż uderza w ton moralnego oburzenia. Ponadto otwarcie krytykowała zastałe reguły społeczne, uwielbiała wytykać hipokryzję duchownych, wprowadzając ich w osłupienie.

Z jej twórczości literackiej wiemy też, że sprzeciwiała się nierównościom społecznym, dyskryminacji. Dlatego raczej trudno wyobrazić sobie ją jako osobę, która wychodzi i trzaska drzwiami, bo Nałkowska powiedziała coś “zbyt radykalnego”.  Ale jest to zupełnie zrozumiała reakcja na homofobiczne ataki uderzające w nią i jej partnerkę.

Ich zapiski ukazują też inną, a równie ważną stronę ich związku – niezwykłą kompatybilność, umiejętność podążania za sobą i wspierania się, czasem niemal intuicyjną. Najlepszym dowodem tej strony ich relacji są ich liczne podróże i wszystko, co dziś o nich wiemy. 

 

Veneto – objawienie nad Adriatykiem i kaszel Gondoliera.

Mdlejące nenufary 

Kiedyś wybrały się w podróż po Veneto – wrażenia Konopnickiej z tego, pełne typowego dla Włoch u schyłku XIX wieku zgiełku, pchały jej emocje ku gwałtownym przeobrażeniom – od zupełnie nieprzewidzianych momentów upojenia i zachwytu po ironiczne, poirytowane żarty na temat otoczenia. 

Zwiedzając z Marią weneckie zabytki, podniosłym tonem pisała…

Wschód tchnie tutaj na wędrowca z porfirów swoich i mozaik starych, a każda kolumna ma swoje sny o palmach i niewolnicą jest na służbie zwycięzców stojącą. Chrystusy o ciemnych twarzach patrzą z den złocistych obrazów, a proroki stare w majestacie siedzą, a duch lata pod sklepieniami, natężony w sobie i płonący bardzo.

Ale wystarczyło, by tylko wyszła spod bogato zdobionych świątynnych sklepień – i natychmiast zmieniał się jej humor:

— Cóż, kiedy na dole gwar i ruch rośnie (…) U drzwi zaraz obdartus chwyta cię za poły i przemawia do ciebie wszystkimi językami świata, i przemówiłby językiem rajskim, gdyby tylko Adam, ten z pysznej mozaiki, w atrium kościoła na sufit rzucony, miał tużurek, w nim kieszeń, a w kieszeni — lira.

(…) Bronisz się, chcesz być sam, ale zajadły oprowadzacz nie pozwala ci na to. Krok w krok za tobą idzie i na myśli twoje następuje wielką swoją stopą. Jest on urodzonym nieprzyjacielem wędrowców zadumanych i cichych. Zaledwieś w kącie jakim stanął, wnet ciągnie cię na galerię, pokazuje wota w ołtarzach i trąci winem. Odsuwasz się, lecz on jeszcze „nic dziś w ustach nie miał”; „mógłby mszę odprawiać, gdyby był księdzem”.

Na szczęście — nie jest księdzem.

 

Całe szczęście, że ich wycieczka na Lido obfitowała w znacznie przyjemniejsze doświadczenia. 

Mogły w końcu odpocząć od zgiełku i usiadły nad brzegiem morza. Konopnicka, podziwiając piękne, dynamiczne fale Adriatyku, tak głęboko zatopiła się we własnych refleksjach, że zupełnie straciła poczucie czasu. Przemyślenia pochłaniały ją głębiej, i głębiej, i jedno przemyślenie przepływało w drugie, tak jak fale przed jej oczami pochłaniały same siebie. Zaniepokojona Dulębianka chwyciła ją za ramię i potrząsnęła. Wówczas stała się rzecz nieoczekiwana. Konopnicka wyostrzając wzrok ujrzała… 

…nimfy wodne. — Po chwili stwierdza jednak — [T]eraz muszę się wyrzec tej pięknej nazwy i po prostu przyznać, że to były pływaczki kąpiące się w morzu.

A jednak– czytajac dalej – naprawdę można mieć wątpliwości. Może to jednak były nimfy? Kto wie. Jedno jest pewne. Zażywajace kąpieli morskich Włoszki, zrobiły na Konopnickiej piorunujące wrażenie:

Jedne z nich, zarzuciwszy na sznur wyciągnięty nagie swoje ramiona, dały się unosić wód biegowi jako nenufary mdlejące, główką w tył przechyloną dotykając fali. Inne — rzucały się do pływania namiętne, gwałtowne, a przezroczysta wód gaza zdradzała ich gibkie wygięcia i ruchy zuchwałe — i rozsuwała się przed wzdętą piersią — i zamykała za pluśnięciem stóp drobnych. (…) Patrz, oto jedna z pływaczek zstępuje do wody z wolna, świecąc różową nagością wahającej się stopy w sandałku z kukurydzowego łyka. Zasłania się ona rękoma, iż słońce patrzy na nią; włosy jej, zwinięte wysoko, odkrywają piękny łuk pochylonej szyi, wzrok z natężeniem na wodę zwrócony, uśmiech zalęknienia na ustach. Tuli się ona w sobie i zstępuje niepewna — z urokiem wielkim dla oczu. Patrz, przeciw niej w górę biegnie szybko inna, sypiąc iskrami kropel rzęsistych, wydatna rzeźbą ciała, świeża wzruszeniem. Fala goni za nią spragniona, rozkochana. Ale oto już i ciebie ogarnia pokusa rzucenia się w morze. Jest coś rozkosznego w tym oddaniu się potężnym uderzeniom fali, w tym wyciągnięciu ramion do czegoś, co jest ogromne i tajemnicze, w tym zmieszaniu istoty swojej z szumem i odpryskiem wód, łamiących się na piersi jak kryształ pęknięty. Pieszczota w tym ludzka prawie — i upojenie wielkie.

Maria Dulębianka, „Morze”, Muzeum Narodowe w Krakowie (1861-1919)

Gdy czytamy Konopnickiej “Wrażenia z podróży”, szczególnie tych weneckich, które także pobieżnie są wspomniane w Notatniku Dulębianki – ani razu nie pada słowo “Pietrek”, ani “Dulębianka”. 

Na każdym kroku daje się jednak wyczuć jej obecność. Czasem bardzo bliską, ale nie narzucającą się – jak wtedy, gdy czytamy o ramieniu towarzyszki wyrywającym ją z nadmorskiego zamyślenia tylko po to, by wpędzić w kolejne; czasem z kolei jest to obecność tak oczywista, że wyłania się tylko w: “miałyśmy”, “byłyśmy”, “pojechałyśmy”, “zatrzymałyśmy się”. Innym razem – jak w Wenecji – Dulębianka daje o sobie znać z typową dla siebie przekorą.  

 

Romantyczna wycieczka gondolą w akompaniamencie kaszlu

Być może Wenecja jest i miastem miłości, i być może według Was zwiedzanie gondolą wąskich kanałów starego miasta służy jedynie całowaniu się pod osławionymi pomostami – może teraz, gdy te wakacje serwuje Wam popularne biuro podróży. Ale nie w XIX wieku, i nie, gdy Waszemu gondolierowi doskwiera nieznośny kaszel. 

Pocztówka z Wenecji wysłana przez Konopnicką do swojej córki Laury

Maria Konopnicka uwielbiała Laniego – gondoliera, który oprowadzał je po Wenecji, ale gdy szło o jego kaszel – doprowadzał ją do szału. Dlatego też, by poradzić sobie z wyzwaniami stawianymi na ich romantycznej drodze przez kłopoty zdrowotne przewodnika, razem z Dulębianką wymyśliły sobie pewną złośliwą zabawę.

Z doświadczenia wiedziałam, że Lani póty tylko kaszle, póki nie zacznie mówić – pisze Konopnicka – ledwo więc trzy razy wiosłem od brzegu pchnął, zapytywałam go natychmiast:

— Co to za palazzo (budynek), padre?

— Contarini — odpowiadał Lani, hamując oddech świszczący.

— A tamto? – Konopnicka rzucała kolejne pytanie, ledwie Lani zdążył opowiedzieć na poprzednie

— Też Contarini, signorina.  – wymigiwał się.

— A ten na prawo? — Konopnicka nie ustawała (wszystko, byleby znów nie zaczął kaszleć!)

— Tamten? To właśnie także Contarini. – odpowiadał zdawkowo

— Ale cóż znowu, padre! Przecież wszystkie nie mogą być Contarini. – przekomarzała się Konopnicka

Gdy jej próby zagadania oszczędnego w słowach gondoliera nie przynosiły skutku, wówczas do gry wkraczała Dulębianka, przerywając jego targane kaszlem milczenie i kwitując w kierunku swojej partnerki:

— A, co on tam wie!

Dulębianka grała mu na nerwach i ta strategia sprawdzała się zawsze: zmuszała biednego, wyprowadzonego z równowagi mężczyznę do zdobycia się na dłuższą odpowiedź. 

Najpierw zawsze próbował gryźć się w język – zmilczał — pisała Konopnicka — ale mu wiosło aż skrzypi w ręku. 

W końcu zbity z tropu i wyprowadzony z równowagi Lani nie wytrzymywał, krzycząc “tak zajadle, aż go w Rialto było słychać”:

— Niente! Niente! Lani głupiec, Lani prostak, Lani nic nie wie. Signora wie lepiej, signora wie wszystko! – przedrzeźniał Dulębiankę.

 

 

Lesstoria czułości pisana podróżami

Czytając Konopnickiej “Wrażenia z podróży” można odnieść wrażenie, że prowadzi ona coś na wzór vloga. Wówczas Dulębianka staje się tą bohaterką, która niewiele mówi, ale pełno jest jej w tle nagrań swojej partnerki. Spokojnie zajmuje się codziennymi sprawami czasem pomacha z dalszej części kadru – ale jak już coś nieoczekiwanie skwituje – nie możemy powstrzymać się od śmiechu.  

Dulębianka lubiła z cierpliwością i zainteresowaniem podążać ścieżkami swojej „K.” Towarzyszyła jej, stwarzając dogodną przestrzeń do pisania kolejnych książek, wierszy, czy polemik, a tym samym – otwierając sobie okazję do sporządzania kolejnych portretów ukochanej – jej zdecydowanie ulubionej modelki. 

Maria Dulębianka, Portret Marii Konopnickiej (ok. 1890), Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu

Wspólne podróże były czymś niezwykle zsynchronizowanym z rytmem ich życia. Czasem przeznaczały na nie ostatnie złotówki. 

Kiedyś Dulębianka sprzedała swój obraz za 150 rubli, by zafundować Konopnickiej wycieczkę do Neapolu. 

Innym razem Konopnicka zabrała partnerkę do Paryża i zapisała na lekcje rysunku, a sama dorabiała na boku, by pomóc im się utrzymać na czas trwania kursu.

Dulębianka jest w Paryżu. Właściwie i ja jestem w Paryżu dla niej tylko. Wywiązuję się z obowiązku. Przez podróże ze mną wyszła jakoś z rutyny malarskiej, zwłaszcza z tego szerokiego malowania, które wymaga dużej pracowni, wskazówek dobrych profesorów i żywego na kilka godzin z rzędu – modela. Otóż namówiłam ją, żeby się zapisała na parę miesięcy do akademii dla odświeżenia sobie i ułatwienia takich właśnie artystycznych seansów. Nie miała z początku chęci, ale nie ustępowałam, bo w ostatnich czasach tak ulgnęła w portretach z fotografii, że groziło to zupełnym zderutowaniem. (…) Od tej pory obywamy się tu jak możemy, żeby nam starczyło to, co ja mieć mogę. Mamy dwa pokoiki mansardowe i pół pensji. Resztę dorabiam sama. (M. Konopnicka, Korespondencja. Konopnicka – Orzeszkowa 1879–1910, red. E. Jankowski)

 

Z kolei trakcie pobytu w Monachium, zobaczyły w jak opłakanym stanie był grób matki Dulębianki, ale nikogo z (podobno całkiem majętnych) krewnych to nie interesowało. Wtedy Dulębianka sprzedała swój ukochany rower i zostały dłużej, by przez następne tygodnie własnymi rękami wysprzątać i odrestaurować miejsce pochówku Pani Dulęby.  

Choć w internecie nierzadko przeczytamy, że były to “podróże Konopnickiej z Dulębianką”, ale to wynika to raczej z wieloletniego wymazywania queerstorii ich związku, nie zaś z niepodważalnego faktu. Uważna lektura listów, Notatnika Dulębianki, a w szczególności już Wrażeń z podróży Konopnickiej – nie pozostawiają wątpliwości, że podróże były wspólne, a obecność Dulębianki w ich trakcie – kluczowa. W końcu kto wytrącałby ją z zamyślenia, albo wspólnie drażnił się z bogu ducha winnym gondolierem. 

 

 

Tej, którą pani kochała 

W ostatnich latach lata życia Dulębianka i Konopnicka związały się z Żarnowcem. Do tego stopnia, że mieszkańcy wpletli je w tkankę lokalnego folkloru.  

W Żarnowcu żywa była legenda o Białej Damie – zmorze w białej sukni, która straszy mieszkańców, hałasując nocami. Ale gdy tylko Konopnicka z Dulębianką wprowadziły się do Żarnowca opowieść się zmieniła – i niektórzy mieszkańcy mieli własną, alternatywną interpretację podania.

Wiemy o tym stąd, że wiele lat po śmierci obydwu Marii, do Żarnowca przyjechał Leszek Soliński (partner Mirona Białoszewskiego); czasem odwiedzał Zosię – córkę Konopnickiej – wypytując o czasy, w których jej matka mieszkała tu z Dulębianką. Zosia opowiadała mu o straszącej nocami Białej Damie, i o tym, jak w dniu przyjazdu do Żarnowca, Konopnicką witano z hasłem “Nie rzucim ziemi”. Ale naraz Zosi przerwała sąsiadka, stara Feliksowa, mówiąc, że żadnego “Nie rzucim ziemi” tylko witano ją słowami “Witaj nam pieśniarko ludu na tym zagonie”, bo tak to sobie wymyślił pewien żarnowski nauczyciel, i że żadna Biała Dama, tylko jej własna matka z partnerką. Według starej Feliksowej Konopnicka siadała Dulębiance na barana, zakładały na siebie prześcieradło i udając lokalną zmorę – Białą Damę – odstraszały potencjalnych złodziei przed wykradaniem kwiatów i warzyw z ich przydomowego ogródka. W końcu w czasach, gdy nie było systemów alarmowych – trzeba było sobie jakoś radzić.

Konopnicka i Dulębianka na werandzie dworku w Żarnowcu, fot. Józef Zajączkowski, 1903, Biblioteka Narodowa

***

 

Gdy Konopnicka odeszła tamtego październikowego wieczoru – wspólny ogródek, podróże i dom nie wystarczyły, by zabezpieczyć przyszłość pogrążonej w żałobie Dulębianki. Córki i inni krewni Konopnickiej nie byli specjalnie skorzy do podzielenia się spadkiem. A jednak to z Dulębianką konsultowano kwestie związane z upamiętnieniem dorobku artystycznego i społecznego Konopnickiej. Notatnik był świadectwem ich związku, namiastką tego, czego dziś, po ponad stu latach, nadal nam się odmawia – prawa do małżeństwa.

Notatnik był świadectwem, ale niedługo po śmierci Konopnickiej okazało się, że była też cicha świadkini ich miłości – przez wiele lat nieobecna w życiu Konopnickiej jej własna siostra – Celina Świrska. Skontaktowała się z Marią przepraszając, że nie była na pogrzebie (z powodu ciężkiej choroby – najpierw swojej, potem swojego syna) i nieśmiało poprosiła o podtrzymanie – a nawet raczej – zbudowanie relacji po śmierci jej siostry. Świrska 

Ogromnie mi było przyjemnym otrzymać list od Pani, którą Maria tak kochała i dla której ja sama żywiłam zawsze najgorętszą sympatię. — A potem poprosiła Dulębiankę o pozostanie w stałej korespondencji, dodając — Nie odmówi mi Pani tego przez pamięć, że jestem siostrą tej, którą pani kochała, prawda?

 

Poznaj wyniki 5. edycji Grantów dla Odmiany!

Dzięki naszej wspólnej determinacji i pracy już od czerwca ruszą kolejne tęczowe działania. Poznaj 15 niezwykłych inicjatyw, które otrzymują kasę na działania w 5. edycji Grantów dla Odmiany. 

 

Co będzie się działo?

  1. W Trzebnicy zagości “Mandala Różnorodności” – szereg warsztatów edukacyjnych, spotkań grupy wsparcia i konsultacji psychoterapeutycznych dla lokalnych osób neuroqueerowych. Za tym ważnym przedsięwzięciem stoją osoby z Fundacji Mandala Umysłu
  2. W Krakowie, Warszawie, Biłgoraju, Wrocławiu (i online!) Grupa Nieustającej Pomocy będzie podpowiadać osobom transpłciowym, jak w bezpieczny sposób korzystać z binderów, pakerów i taśm. Ich pomysł nosi nazwę “Boskie ciało” i oprócz warsztatów, przewiduje stworzenie praktycznego poradnika.
  3. W Toruniu osoby ze Stowarzyszenia Pracownia Różnorodności mówią “Starość to radość!”, wychodząc z inicjatywą do starszych osób LGBT+. W jej ramach przeprowadzą spotkania międzypokoleniowe i wydarzenia, które pomogą im zintegrować się ze społecznością sojuszniczą.
  4. W Miliczu odbędzie się cykl cotygodniowych spotkań dla młodzieży LGBT+ z całego powiatu. Za stworzeniem takiego safe space’u, nie po raz pierwszy, stoją niezwykłe sojuszniczki i osoby queerowe ze Stowarzyszenia “MYŚLMY”.
  5. W Krakowie oraz – dzięki spotkaniom online – w całej Polsce, przeróżne osoby ze społeczności LGBT+ i sojuszniczej, będą miały okazję poćwiczyć bezprzemocowe praktyki na warsztatach grupy Tęczowa Bezprzemocowa. Znajdziecie je za jakiś czas pod nazwą “3 x Tęczowa Bezprzemocowa: inspiracja/działanie/oddech”.
  6. W Tychach odbędzie się już “Drugi Tyski Dzień Równości” – niezwykły tęczowy piknik, który skupia lokalne osoby ze społeczności LGBT+ i sojuszniczej. Za przedsięwzięciem stoi Stowarzyszenie Tychy Osiedle Q. W trakcie pikniku będzie okazja do rozwoju, wypoczynku, także tego aktywnego!
  7. Neuroróżnorodne osoby LGBT+ z całej Polski będą mogły wybrać się na letni obóz organizowany już po raz trzeci przez kolektyw Neuroqueer. Osoby uczestniczące będą łączyć wypoczynek z edukacją i budowaniem sieci wsparcia w społeczności neuroqueerowej.
  8. Mieszkańcy i mieszkanki Wolina z kolei porozmawiają z “żywymi książkami”, które wybiorą się tam za sprawą Odmieniaczy z organizacji Tęczowy Szczecin. “Żywe Opowieści Równości” to interaktywna wydarzenie stworzone w nurcie “żywej biblioteki”, w trakcie którego społeczność Wolina będzie mogła poznać bliżej historie osób LGBT+ i szczerze porozmawiać.
  9. Tymczasem w Kołobrzegu nadciąga “Przypływ Równości” – cykl intensywnych spotkań społecznościowych, które zwieńczy marsz równości, piknik i pokaz filmowy. Takie rzeczy tylko dzięki niezwykłym osobom ze stowarzyszenia RównyBrzeg!
  10. W Kielcach osoby z grupy Tęczowe Dziki mówią – “Spotkajmy się!” I to nie raz, a dwanaście – tyle właśnie spotkań zorganizują, żeby dać osobom LGBT+ oraz sojuszniczkom i sojusznikom okazję do integracji.
  11. Z kolei legnickie nauczycielki i inni pracownicy szkół dowiedzą się, jak skutecznie wspierać transpłciowe osoby uczniowskie. Inicjatywa ta jest pomysłem osób z grupy Lokalna Legnica i dzięki wsparciu Grantu dla Odmiany – szkolenia będą bezpłatne.
  12. “Bądź głośnx!” – zachęcają osoby z Kolektywu TransCendens. To za ich sprawą w Lublinie odbędą się warsztaty z afirmacji głosu dla osób trans i niebinarnych. Poprowadzi je nikt inny, jak sama Odmieniaczka z inicjatywy CzułyGłos – Natalia Pancewicz!
  13. W Rzeszowie i okolicach osoby LGBT+ dostaną wsparcie finansowe na spotkania z psychologami i psycholożkami. Organizująca inicjatywę Fundacja Tęcza Po Burzy pomoże im także dobrać odpowiednich specjalistów do swoich potrzeb. 
  14. Tymczasem w Kaliszu, zamiast marszu, odbędzie się tęczowy festiwal w Centrum Kultury i Sztuki oraz piknik, czyli “Festiwal Calisia Pride”. Taki pomysł na świętowanie miesiąca dumy mają osoby z lokalnej organizacji Bank Równości.
  15. I last but not least – w samo serce Poznania trafią strzały “Platonicznych Amorów”! To inicjatywa w duchu speed-friendingu dla kobiet kochających kobiety, zorganizowana przez House Of Cropp. Na jej zwieńczenie odbędzie się drag king show! 

 

Dziękujemy za to, że jesteście, działacie i kolorujecie Polskę wszystkimi barwami tęczy! Nie możemy się doczekać efektów Waszej pracy, którymi oczywiście będziemy się dzielić na naszych social mediach.

A jeżeli chcesz, by takich historii Odmiany działo się w Polsce jeszcze więcej – wspieraj nas stałą wpłatą.

Byłyśmy, jesteśmy, będziemy: rusza 5. edycja Grantów dla Odmiany na lokalne działania LGBT+

Co gwarantujemy w 5. edycji Grantów dla Odmiany?

  • ⚡️ około 15 Grantów,
  • ⚡️ do 5500 zł na działania na rzecz społeczności LGBT+,
  • ⚡️ aż półroczny okres prowadzenia działań (od 1 czerwca do 31 grudnia),
  • ⚡️W pełni społecznościową ocenę pomysłów: to wy decydujecie, które grupy otrzymają pieniądze na działania.
  • ⚡️Dostęp do warsztatów i szkoleń dla Odmieniaczy i Odmieniaczek.
  • ⚡️Nasze pełne wsparcie w zależności od Waszych potrzeb. 
  • ℹ️ Od piątku (28 marca) do końca naboru jesteśmy do Waszej dyspozycji w ramach konsultacji online.

 

Czas na nadesłanie wniosku: do 13 kwietnia do godziny 23:59.

 

Kto może zgłosić swój pomysł na działanie w Grantach dla Odmiany 2025?

Do Grantów dla Odmiany, jak zawsze, zapraszamy zarówno:

  • osoby działające w oficjalnej organizacji, jak i w grupach nieformalnych;
  • osoby LGBT+, jak i osoby życzliwe tęczowej społeczności.

 

Dokładne zasady przyznawania Grantów w 5. edycji sprawdzisz tutaj.

 

Możecie zgłosić pomysły, jakie wam się tylko marzą. Ufamy, że wiecie czego najbardziej wam potrzeba. W Funduszu zdajemy sobie sprawę, że aktywizm na rzecz osób LGBT+ to nie tylko działania spektakularne, ale i codzienna, kameralna praca na rzecz tego, by coraz więcej społeczności lokalnych stawało się przyjaznym i bezpiecznym miejscem dla osób LGBT+.

 

Jak oceniane są pomysły na lokalne działania LGBT+ w Funduszu?

Granty dla Odmiany zawsze wybierane są przez was. W Funduszu stosujemy społecznościową ocenę pomysłów – po przejściu oceny formalnej kontaktujemy się z wami i wzajemnie oceniacie swoje pomysły na wsparcie społeczności LGBT+. Na tym etapie przyznana zostaje ponad połowa grantów. Zostawiamy jednak pewien margines dla panelu społecznościowego, który ustalił, jak będzie wyglądać 5. edycja Grantów dla Odmiany.

 

Nad tą edycją w panelu wspólnie pracowały: Piotr Buśko, Małgorzata Dymowska, Magdalena Młynarczyk-Wezgraj, Natalia Pancewicz i Blanka Rozbicka. Jeżeli jeszcze tego nie robicie, koniecznie zaobserwujcie nas na Facebooku i Instagramie, gdzie opowiemy więcej o nich już w niedzielę 30 marca.

 

Wówczas osoby z panelu przeglądają pozostałe pomysły. W 5. edycji Grantów dla Odmiany, będą w pierwszej kolejności brać pod uwagę te, które cechuje: 

  1. Lokalność: działania osób LGBT+ lub na rzecz społeczności LGBT+ na wsi lub w małych i średnich miastach,
  2. Przodownictwo: inicjatywy osób, które działają krócej niż rok i / lub które mają gotowość zrealizować pierwszy projekt na rzecz społeczności LGBT+, oraz działania w miejscowościach w których do tej pory nie było działań na rzecz osób LGBT+.
  3. Działanie na rzecz widoczności: działania na rzecz osób, których perspektywa jest niedoreprezentowana w działaniach na rzecz społeczności LGBT+, na przykład: lesbijek, osób niebinarnych, transpłciowych, interpłciowych, queerowych, aseksualnych, biseksualnych.
  4. Różnorodność: działania na rzecz tej części społeczności LGBT+, które doświadczają dyskryminacji krzyżowej, lub innej grupy wewnątrz społeczności osób LGBT+ wymagającej szczególnego wsparcia, pomocy lub ochrony, np. osoby LGBT+ z niepełnosprawnościami, doświadczeniem migracji, osoby LGBT+ w wieku dojrzałym i starszym.

 

Po grant możecie zgłosić się niezależnie, czy spełniacie któryś z poniższych punktów, czy nie. Jeżeli jednak widzicie się w którymś z nich – koniecznie dajcie znać o tym we wniosku! Zwiększy to wasze szanse na dostanie grantu nawet, jeżeli w pierwszym etapie oceny społecznościowej nie otrzymacie wystarczającej liczby punktów.

 

Lokalne działania LGBT+, a marsze równości

Potrzebujecie kasy na marsz? W porządku, pamiętamy także o was! W końcu sezon marszowy 2025 już u progu. Osoby z panelu dyskutując nad 5. edycją Grantów dla Odmiany były zgodne co do tego, że lokalne społeczności LGBT+ szczególnie teraz potrzebują wzmocnienia i okazji do sieciowania. Dlatego w Grantach dla Odmiany 2025 wspieramy marsze równości tylko wtedy, gdy macie na nie pomysł razem z towarzyszącym im działaniem społecznościowym. Dobrym przykładem są osoby z koszalińskiej Fali Równości, których marsz był zwieńczeniem serii spotkań społecznościowych. W tygodniach poprzedzających marsz, osoby z lokalnej tęczowej społeczności spotykały się, haftując tęczową flagę. Musicie ją koniecznie zobaczyć!

 

Po resztę szczegółów zajrzyjcie do Dokumentu z Zasadami. Jeżeli już na tym etapie pojawiają się jakieś pytania, śmiało skorzystajcie z opcji konsultacji online, albo napiszcie do nas na [email protected].

 

Do kiedy przyjmujemy wnioski?

Zgłoście swój pomysł na działanie do 13 kwietnia do godziny 23:59 i zyskajcie szansę na wsparcie lokalnej społeczności LGBT+ z Funduszem!

O następnych etapach będziemy informować Was bezpośrednio drogą mailową. Dowiecie się o nich także z naszych kanałów na Facebooku i Instagramie.

 

Miej to pod ręką:

  • Formularz zgłoszeniowy (najlepiej przekopiuj do niego treść z Dokumentu pomocniczego, bo nie zapisuje on odpowiedzi)

 

Wesprzyj lokalne działania LGBT+ – Przekaż nam 1,5% podatku. KRS: 0000791625

 

Jak zawsze – trzymamy za was kciuki,

Zespół FDO

Znamy wyniki 4. edycji Odmieniania krok po kroku!

Skąd są osoby, które przyjmujemy do 4. edycji OKK?

Sprawdź poniżej. Może znajdziesz tam swoją miejscowość?

 

  1. 🏳️‍🌈 Białystok, województwo podlaskie,
  2. 🏳️‍🌈 Biłgoraj, województwo lubelskie,
  3. 🏳️‍🌈 Choszczno i okolice, województwo zachodniopomorskie,
  4. 🏳️‍🌈 Jelenia Góra, województwo dolnośląskie,
  5. 🏳️‍🌈 Kielce, województwo świętokrzyskie,
  6. 🏳️‍🌈 Kutno, województwo łódzkie,
  7. 🏳️‍🌈 Miedziana Góra, województwo świętokrzyskie,
  8. 🏳️‍🌈 Ostrów Wielkopolski, województwo wielkopolskie,
  9. 🏳️‍🌈 Piła, województwo wielkopolskie,
  10. 🏳️‍🌈 Rybnik i Racibórz, województwo śląskie,
  11. 🏳️‍🌈 Samoklęski lub Kamionka oraz Lublin, województwo lubelskie,
  12. 🏳️‍🌈 Sejny, województwo podlaskie,
  13. 🏳️‍🌈 Słupsk, województwo pomorskie,
  14. 🏳️‍🌈 Stężyca i okolice, województwo pomorskie,
  15. 🏳️‍🌈 Temeszów, województwo podkarpackie.

 

Wybór osób do programu to efekt pracy naszego sześcioosobowego Panelu Społecznościowego, który stworzyły nasze darczynie, aktywiści LGBT+ oraz osoby, które wcześniej korzystały ze wsparcia Funduszu dla Odmiany.

 

Niedługo pierwszy zjazd!

Już wkrótce – ✔️ 13 marca – spotkamy się z osobami na pierwszym zjeździe. Otworzy on intensywny cykl warsztatów i webinarów, których zwieńczeniem będzie stworzenie własnego działania lokalnego przez każdą z osób uczestniczących, ze wsparciem finansowym do 4900 zł!

 

Jesteśmy niezwykle dumne, widząc kolejne osoby dołączające do tęczowej odmiany z naszym programem. Dziękujemy wszystkim za nadesłane zgłoszenia i za dzielenie się wieściami o 4. edycji! Nie możemy się doczekać, by oficjalnie poznać wszystkie osoby uczestniczące już 13 marca.

 

Śledźcie nas na Facebooku i Instagramie, gdzie będziemy dzielić się efektami pracy osób uczestniczących w programie.

 

Możesz wesprzeć nas w realizacji tej i kolejnych edycji programu, przekazując nam 1,5% podatku (KRS 0000 791 625).

Queerowa kultura na Śląsku dostępna i tak bezpretensjonalna jak wyjście do warzywniaka: Śląsk Przegięty

 

FDO: Kiedy rozmawiamy, macie za sobą 5 Przeglądów Piosenki Przegiętej i prowadzicie właśnie drugą Akademię Piosenki Przegiętej. To niezwykłe, gdy pomyślę, że trochę mniej Fundusz dla Odmiany i że ten cały czas nasze ścieżki się splatają. Czy dostrzegacie na jego przestrzeni ważne punkty zwrotne waszych działań?

 

Natalia Kaniak: Myślę, że bardzo ważnym krokiem na naszej ścieżce był 4. Przegląd. To wtedy powiedzieliśmy sobie, że nie chcemy robić wyłącznie night-life’u. Chcieliśmy postawić na wydarzenia spajające społeczność – takie, które dotykają paradygmatu czułości. Tworzyć przestrzeń, gdzie można porozmawiać, poprzytulać się. Miejsce, które nie jest za głośne i przyjazne osobom przebodźcowanym. Przede wszystkim – żeby odbywało się też coś w ciągu dnia, bez atmosfery “imprezowania” i picia. Właśnie to, co wtedy sobie uświadomiłyśmy, wytyczyło podejścia, które wdrażamy obecnie.

 

Kamil Cebula: Obecnie nasz kolektyw jest dużo większy, więc przy 5. przeglądzie udało się nam sprawnie podzielić pracą. Zorganizowaliśmy kilkuosobowe zespoły odpowiedzialne za różne obszary festiwalu. Dzięki temu zadania zostały podzielone równo. Przegląd z nowym podejściem pozwolił nam uniknąć przemęczenia. Mieliśmy czas na wytchnienie i przemyślenie różnych spraw w trakcie. Wydaje mi się, że to jest bardzo ważne przy organizowaniu jakichkolwiek wydarzeń. Przegląd trwał 10 dni. Gdybyśmy skumulowali to wszystko na przykład w 5, albo 3 dni, to prawdopodobnie nie wyszłoby to tak dobrze. Pamiętam, że kiedy ustalaliśmy kształt festiwalu, pojawiały się głosy, że może być tego za dużo i że się przepalimy. Tymczasem w trakcie 4. edycji, paradoksalnie, dni było mniej, ale wszystko było bardziej intensywne.

 

 

Czym zaowocowała wasza zmiana podejścia?

Natalia: No na pewno tym, że 5 edycja nie działa się tylko w Katowicach, ale także w Tarnowskich Górach i w Bytomiu. To miasta, o których czasem się zapomina, a to też jest Śląsk! W Tarnowskich Górach poznaliśmy Kolektyw Pralnia, który okazał się być bardzo sprzyjającą nam grupą i pomogli nam zorganizować stand-up. Po drugie bardzo cenię to, że w 5. edycji nie występowały tylko osoby z Polski.

Gościłyśmy chociażby osoby z Grupy Mauczka, która jest niemieckim odpowiednikiem Śląska Przegiętego. To niemiecki kolektyw, badający śląską tożsamość z perspektywy Niemców o śląskich korzeniach. Często, jak my, eksperymentują z queerowaniem śląskiej tożsamości, także przez sztukę. Dla mnie było niesamowite zmierzyć się z tym, w jaki sposób oni widzą tę śląskość, jak ją interpretują, jak bardzo – na przykład – dla nich łączy się ona z kontekstem Żelaznej Kurtyny, gdzie u nas nie gra to akurat takiej roli. To było niezwykłe, że w trakcie 5. Przeglądu udało nam się te różnorodne perspektywy połączyć w ramach jednego wydarzenia.

 

Kamil: Super było to, że postawiłyśmy na więcej nie-nightlife’owych wydarzeń, niż do tej pory. Poliamoryczne Ogródki Działkowe Danielki Weiss totalnie nas zaskoczyły. To coś, co nie miałoby takich szans na zaistnienie, gdybyśmy wciąż skupiały się przede wszystkim na wydarzeniach nocnych.

 

 

Pamiętałam słowa Pawła Świerczka, który gdy się poznaliśmy powiedział, że marzy mu się, żeby pewnego dnia Przegląd Piosenki Przegiętej był jak queerowy odpowiednik Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Jak dziś zapatrujecie się na to marzenie? Jest ono nadal aktualne, czy też może zaczęła wam się wyłaniać inna wizja?

 

Natalia: Chyba już nie chcemy robić takiego wydarzenia jak w Opolu (śmieje się)

Zrozumieliśmy, że queerowe wydarzenia podobne do Festiwalu Piosenki w Opolu stawiałyby na pewien profesjonalizm. Tymczasem nam zależy, żeby nie oddzielać osób debiutujących, amatorskich i profesjonalistów. U nas na scenie nie ma takiego podziału spod znaku — “A teraz gwiazda wieczoru”, “A teraz pięć supportów” — to nie jest to, czym jest ten Przegląd. Nam zależy, żeby Sonata, która jest po 70-tce była na tej samej scenie, co popularna, około 20-letnia drag queen, żeby te różne osoby poczuły, że są w jednej grupie. 

 

Po drugie – co bardzo splotło się z naszą działalnością, i co mam nadzieję będziemy kontynuować – to queerowanie rzeczy niekoniecznie kojarzonych z queerem, jak na przykład warsztaty z robienia pluszaków obciążeniowych dla osób neuroróżnorodnych. Bardzo podoba nam się też formuła, w której robimy wydarzenia odpowiadające na potrzeby różnych osób z naszej społeczności – czyli jest przestrzeń nie tylko na nocne wydarzenia, ale warsztaty, piknik, czy kameralny stand-up.

 

Kamil: Dodałbym, że Przegląd jest wydarzeniem queerowym, ale jest też wydarzeniem śląskim. I my tę śląskość zawsze chcemy i będziemy przemycać. Myślę, że to jest coś, co nas wyróżnia. Jednak queery na Śląsku to wciąż jest rzeczywistość niecodzienna.

 

Jak w waszym doświadczeniu wygląda teraz queerowanie Śląska? Jak żyło się tu queerom, kiedy zaczynaliście działać i jak w waszym odbiorze żyje się teraz?

 

Natalia: Bardzo spoko jest to, że jesteśmy już zauważeni przez lokalne instytucje i przez NGO-sy. Kiedyś w trakcie jednego spotkania w pracy, mój szef napomknął “Hej, bo ty  w ogóle należysz do tej ekipy Śląska Przegiętego?” i wszyscy zareagowali “Wow, ale super!”. To mnie zdziwiło, bo do tej pory żyłam w przeświadczeniu, że jesteśmy bardzo anonimowi. To pokazuje, że już częściowo przebiliśmy się do ogólnej świadomości na Śląsku i to jest super. Tak samo jak fakt, że obecnie możemy już organizować działania we współpracy z dużymi instytucjami. 

 

Parę lat temu, kiedy Śląsk Przegięty powstawał, to było takie założenie, żeby z naszej perspektywy opowiadać o historii Śląska, a teraz już staramy się kształtować jego teraźniejszość i przyszłość. Ten cały festiwal wydaje się czasem być taką jedną wielką próbą robienia utopii. Już nie musimy mówić o tym, że byli przegięci Górnicy, teraz możemy sobie queerować w inny sposób. 

 

Kamil: Ta śląska queerstoria już istnieje, a my teraz piszemy swoją własną. Jakiś czas temu zacząłem pracę w jednej knajpie i menadżer któregoś dnia zaczyna opowiadać, że był na takim fajnym wydarzeniu w Katowicach, na którym były drag queens i drag kings. Zacząłem go o nie dopytywać i okazało się, że to były Beboki, które organizowaliśmy. Rozumiesz, to jest hetero facet, który z ciekawości poszedł na Beboki ze swoją dziewczyną. Takich osób  jak oni, było na Bebokach naprawdę dużo.

 

Natalia: Beboki to drag show, które zrobiliśmy w okolicach Halloween i zaprosiliśmy kilka osób performerskich ze Śląska i kilka z całej Polski. Każda z nich miała za zadanie wybrać sobie jedną postać ze śląskiej mitologii i zrobić dragowe show na jej podstawie. Nieodłączną częścią tego procesu było nauczanie osób i siebie na temat śląskiej mitologii. To był ogromny sukces: pamiętam, że kupiliśmy około dwustu opasek na wejście, a przyszło dwa razy tyle osób! Udało nam się zaprosić trębacza, który na zakończenie zagrał utwór “Górniczo hutnicza orkiestra dęta” zespołu Pogodno. Przyszły osoby z wielu różnych śląskich społeczności. Także te, które wcześniej nie miały dużej styczności ze sztuką queerową. Jak widać, można to robić też w ten sposób – uczyć, bawiąc! (śmieje się) Można też zrobić spacer queerstoryczny. O godzinie dwunastej…

 

Kamil: nawet dziesiątej…

 

Natalia: …spotkać się z grupą pięćdziesięciu osób w centrum miasta, oprowadzić je po ważnych miejscach dla naszej społeczności. Pokazać, że to miasto jest dla wszystkich – na takie wydarzenie zdecydowaliśmy się właśnie w ramach 5. Przeglądu.

 

Kamil: Tutaj – podobnie – nie spodziewaliśmy się, że frekwencja będzie tak duża.

 

Czy na którymś etapie działania z kolektywem (albo wcześniej) czuliście, że wasze śląskie tożsamości i tożsamości queerowe to jest coś, co trzeba połączyć, czy też w jakiś sposób one zawsze koegzystowały?

 

Natalia: Według mnie to nie jest kwestia samej śląskości, a bardziej tego, z jakiego miejsca na Śląsku jesteś. Bo jeżeli jesteś z małej miejscowości, twoje doświadczenie będzie zupełnie inne, niż jak jesteś z centrum Katowic. 

 

Kamil: W potocznym rozumieniu ta cała śląska historia, kultura, otoczenie – to wszystko jest takie bardzo męskie. Ja pochodzę z małej miejscowości, i u mnie zawsze to tak wyglądało, wszędzie czułem presję, by wpasować się w jakiś schemat, męski schemat, by znajdować sobie męskie zajęcia. Ale moja tożsamość zawsze ze mnie wychodziła prędzej, czy później – poszukiwałem alternatywnych zajęć, poznawałem nowych ludzi. To wszystko koniec końców doprowadziło mnie do Śląska Przegiętego. To mi dało takie poczucie jedności w grupie: znalazłem się wśród ludzi, którzy są bardzo od siebie różni, ale mamy wspólny cel. To dało mi to taki punkt odniesienia, poczucie, że niezależnie od bieżącej sytuacji w życiu masz tę grupę, do której możesz się “przytulić”. 

 

Natalia: Na przełomie lat z kilku osób – grupa rozrosła nam się do około trzydziestu, zrobiła się wielopokoleniowa. Samo bycie ze sobą, rozmawianie o tym, pomaga nam znajdować różne sposoby patrzenia na śląskość i na queerowość, a może nawet szerzej – na taką odmienność, po prostu.

 

 

 

Czy sztuka performatywna i drag, może być pomocna w przepracowywaniu trudnych realiów, z którymi mierzymy się jako osoby LGBT+ w Polsce?

 

Natalia: Po pierwszej Akademii Piosenki Przegiętej zrobiliśmy sobie takie spotkanie ze wszystkimi osobami, które w niej uczestniczyły. Pamiętam, że dużo osób powiedziało wtedy, że sztuka robienia dragu była zaledwie jedną z wielu rzeczy, które wyciągnęły z tych spotkań. Okazało się, że to spotkanie z (kompletnie obcymi) ludźmi, ich po prostu otworzyło na różne doświadczenia, a następnie dało możliwość skonfrontowania się z nimi i przepracowania w jakąś piosenkę, czy występ. Więc myślę że nie tyle sam drag, co rozmawianie, spotykanie się i rozpakowywanie tych swoich doświadczeń – w jakikolwiek sposób – jest pomocne. 

 

Kamil: W ogóle spotykanie ludzi innych od nas jest bardzo uczące i dużo można z tego wyciągnąć. To daje się odczuć nawet w naszym kolektywie, gdzie każdy jest bardzo różny i sam fakt, że można poznać inne życia, inne queerstorie, pomaga wiele wyciągnąć z własnych doświadczeń.

 

Natalia: To jest właśnie super w queerowych wydarzeniach. Bo jak idziesz na spotkanie z pracy, albo jak spotykasz ludzi na studiach, to – mniej-więcej – wszyscy są z tej samej bańki. A potem idziesz na spotkanie queerowe, gdzie łączy cię z tymi osobami z pozoru jedna mała rzecz, którą jest tak naprawdę tylko to wykluczenie, i spotykasz tam ludzi z tak różnych plemion — z tak różnych klas, tak różnych banieczek — i każdy na to jedno doświadczenie związane z wykluczeniem ma kompletnie inną perspektywę.

To jest dla mnie super w queerowych grupach. Że masz dostęp do tak wielu różnych ludzi. I nagle znasz strażaka, prawniczkę, panią, która pracuje na kasie, studiującą osobę trans i może jeszcze poliamorycznego seniora. 

 

To bardzo otwiera oczy. I to jest coś, co bardzo sobie cenię w Śląsku Przegiętym. W żadnej innej grupie, w której się obracam, nie ma tej różnorodności “aż tak”.

 

 

Zapewne dużą różnorodność osób uczestniczących w waszych wydarzeniach umożliwiają też praktyki dostępnościowe, które stosujecie coraz częściej i coraz szerzej. Jak queerowanie Śląska łączy się z tworzeniem dostępnych wydarzeń?

 

Natalia: Kiedy zaczynaliśmy nasze działania, zdarzały się głosy niezadowolenia, w związku z tym, że komunikujemy się po śląsku, ale one szybko ucichły. Kiedy zrobiliśmy po raz pierwszy badania wśród niewidomych osób LGBT+ ze Śląska – wzbudziło to wiele niezrozumienia i negatywnych reakcji. To pokazuje, jak mocno osoby doświadczające dyskryminacji krzyżowej są narażone na hejt. Dlatego od początku naszych działań staramy się wdrażać nowe praktyki tak, by były one bezpieczniejsze dla osób, których te doświadczenia krzyżowe dotyczą. U nas wynikało to też z potrzeby wewnętrznej. Do naszego kolektywu dołączył Jarek, który już pięć lat żyje bez wzroku i szybko zauważyliśmy, że dostępność w tym zakresie jest realną potrzebą osoby, która przychodzi na nasze wydarzenia. Gdyby była nimi zainteresowana osoba na wózku, to zapewne zaczęlibyśmy wdrażanie dostępności od tego.

 

Kamil: Na tym etapie nie widzę już opcji planowania większego  wydarzenia bez – na przykład – audiodeskrypcji. U nas jest to praktyka na tyle naturalna, że ciężko mi sobie wyobrazić, jak można bez niej organizować duże wydarzenie. 

 

 

Myślisz, że to może być trudne dla niektórych osób organizatorskich queerowych wydarzeń w Polsce?

 

Kamil: Trzeba na to spojrzeć tak: sęk nie jest w tym, czy to jest trudne, czy nie, tylko po prostu trzeba znaleźć osobę, która się tego podejmie. Kiedy dołączył do nas Marcin Matuszewski, który zajmuje się audiodeskrypcją wydarzeń, to zorganizowaliśmy sobie z nim szkolenia. Sam fakt, że umożliwiliśmy rozwój w tym zakresie sprawił, że wiele osób zadeklarowało chęć do zajęcia się nią w przyszłości, jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba. Oczywiście – to jest praca jak każda inna, więc na etapie planowania wydarzenia trzeba przewidzieć wynagrodzenie dla tych osób. To może być barierą dla niektórych osób organizatorskich. Ale kiedy spojrzymy na to od tej strony, że to jest podstawowa część organizacji naszego wydarzenia, to zobaczymy, że to są zwyczajne koszta, które trzeba wliczyć, i tyle.

 

Obejrzyj warsztat Śląska Przegiętego na temat organizowania dostępnych wydarzeń queerowych:

 

Natalia: To jest już po prostu wpisane w fundamenty naszych działań. Tam gdzie jest Śląsk Przegięty, tam jest miejsce dla audiodeskryptora, tam jest sprzęt do audiodeskrypcji. Jasne, że robienie takich wydarzeń jest o parę stów droższe, ale to samo możemy powiedzieć o każdych innych wydatkach z tym związanych.

 

Jakbyśmy nie promowali wydarzeń, to też by to było o parę stów tańsze, ale wydarzenie niepromowane byłoby w jakimś sensie gorsze. Można komuś nie zapłacić za występowanie i też byłoby taniej, ale czy to ma sens? Dlatego działania dostępnościowe wpisujemy od początku w organizację i planowanie, a jeżeli nie damy rady czegoś zrobić – to wprost komunikujemy, że tego nie ma. W działaniach dostępnościowych ważne jest nie tylko ich zagwarantowanie, ale i uprzedzenie ludzi, że wydarzenie jest w jakimś zakresie niedostępne.

 

Na przykład – staramy się zapewnić osoby asystenckie, ale i komunikujemy, że przestrzeń, w której robimy imprezę, ma takie, a takie bariery architektoniczne. Albo – że nie ma audiodeskrypcji, ale może być “szeptanka” dla osoby, która będzie tego potrzebowała. Możemy też na tym etapie sprawdzić zapotrzebowanie na “szeptankę”. Jeżeli jej nie ma, to wtedy robimy bez. Istotne jest to, że to wszystko jest przejrzyste.

Chcielibyśmy też robić wydarzenia dostępne dla osób G/głuchych i niedosłyszących, ale na ten moment nie udało nam się do tych osób dotrzeć. 

 

Kamil: Ja tak na to patrzę, że żeby tę dostępność osiągnąć prawie stuprocentowo, to trzeba się czymś porządnie zająć w pierwszej kolejności, jakimś jednym aspektem niepełnosprawności i dopiero wtedy przejść dalej.

 

Natalia: I też trzeba pamiętać, że nie da się zrobić imprezy, która będzie dostępna dla wszystkich. Każdy z nas ma trochę inne bariery i trzeba to wszystko umieć wypośrodkować. Nie da się zrobić imprezy “z podręcznika lewaka”, gdzie wszystko jest idealne.  Żeby uniknąć przerostu formy nad treścią, trzeba myśleć o zrobieniu wydarzenia, które będzie przede wszystkim udane dla tych, którzy na nie przyjdą.

 

Co chcielibyście przekazać innym osobom organizatorskim wydarzeń queerowych, żeby zmotywować je do tworzenia ich w sposób bardziej dostępny?

 

Kamil: To jest, wydaje mi się, kwestia dążenia do tego, by być między sobą jak najbardziej na równi. Trudno jest nazywać siebie w pełni dbającymi o równość, jeżeli nie bierzemy pod uwagę tych z nas, których dotyczą doświadczenia krzyżowe. Może się wydawać, że osoby z niepełnosprawnościami nie są zainteresowane naszymi wydarzeniami, ale one zawsze są i zawsze się znajdą. Czasem wystarczy prosta informacja o dostępności, żeby te osoby do nich dołączyły.

 

Natalia: Może to co powiem zabrzmi radykalnie – zaznaczam, że mówię to jako ja, a nie jako nasz kolektyw – to w końcu jest ten “+” w naszym akronimie. Jeżeli nie wydaje nam się istotne robienie imprez dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami, to równie dobrze można by robić imprezy “tylko dla gejów”. I choć takie imprezy się zdarzają, to mówimy tu o ogólnie queerowych wydarzeniach. Dla mnie robienie właśnie takich wydarzeń w sposób niedostępny, jest analogiczne do robienia ich tylko dla kilku literek z naszego akronimu, albo nawet dla jednej.

 

Jeżeli ktoś robi Pride, ale nie robi go dostępnego, to niech po prostu powie jasno i klarownie,  że to jest impreza tylko dla niektórych.

 

Kamil: No, i my nie robimy takich wydarzeń. (śmieje się) Bardzo cieszę się z tego, że organizując włączające wydarzenia, możemy dać queerom swojego rodzaju opokę. Taką przestrzeń, w której mogą czuć się bezpiecznie i do której zawsze mogą wracać i wiedzą, że zawsze będzie na nich otwarta.

 

 

Czasem podczas dużych wydarzeń, na których pracujemy z naszym stoiskiem słyszymy, że “po co poświęcać tyle energii działaniom lokalnym, skoro i tak wszystkie osoby LGBT+ prędzej czy później uciekają do dużych miast?” W kontrze do tego — co chcielibyście przekazać osobom, które zastanawiają się, czy warto działać lokalnie?

 

Kamil: Nie zapominajmy o tym, że nie wszystkie osoby LGBT+ “uciekły do dużych miast”…

 

Natalia: …i chyba byłoby bez sensu, gdyby wszystkie uciekły.

 

Kamil: Na Śląsku jest dużo queerów i czuję, że trochę po to istniejemy, żeby dawać im rozrywkę i to oparcie, o którym mówiłem wcześniej. Patrząc na to, jaka ilość ludzi uczestniczy w naszych wydarzeniach widać, że to ma bardzo duży sens. To daje nadzieję, że będzie ich tylko więcej. 

 

Natalia: Kiedy ucieka się do większego miasta, to to jest od razu spowinowacone z wielkomiejskością, która jest bardzo komercyjna, nastawiona “na sukces”, potrzebę ciągłego “rozwijania się” i pędzenia do przodu

Jeżeli coś zostaje #usiebie – jest lokalne – to może być po prostu bliższe. Nie musi być do końca udane, może być trochę amatorskie, ale jest twoje. To jest twoje, jest tutaj i z nikim się nie ścigasz. I to może być coś, co nie będzie miało efektu wow, nie będzie wielkim projektem opartym o wysoki budżet, a może być czymś małym, kameralnym. Może to być na przykład oddolnie zorganizowana kuchnia społeczna, na którą ktoś przyniesie chleb z wegańskim smalcem i przyjdzie na nią dziesięć osób, ale to będą “swojaki”. Więc lokalność to swojskość, ale i zrzucenie tego całego pancerza “zajebistości”: ten queer może być tak samo bezpretensjonalny jak wyjście do warzywniaka

 

Kamil: Tak, ja się bardzo zgadzam z tym, co mówisz Natalia, że to jest takie swojskie, nie?

 

Natalia: Tak, i jak ci nie wyjdzie makijaż, to nie szkodzi. Bo seniorki w Tychach i tak mega kochają cię za to, że przyszłaś im czytać wiersze – mówię tutaj o Duperelli, która pojechała czytać queerowe wiersze tyskim seniorkom i pamiętam jak pisała, że był straszny upał i połowa makijażu jej spłynęła, a seniorki w ogóle się tym nie przejęły, bo były wniebowzięte samym faktem, że pierwszy raz widzą drag queen, która czyta im wiersze. Poza tym, czy jak mieszkasz w dużym mieście, to czy na co dzień korzystasz w pełni z tego miasta? Prędzej czy później i tak znajdujesz sobie w dużym mieście swoje małe miasteczko. 

 

Myśląc o dużym mieście, często zamykamy to myślenie w granicach tego miasta. Robiąc działania na Śląsku widzimy, że aglomeracja jest tak duża i tak rozbudowana, że jej liczebność jest wcale nie mniejsza niż liczebność dużych miast i jest mnóstwo do zrobienia, by dać tym osobom szansę się ze sobą poznać. 

 

Kamil: Powoli, powoli, my je wszystkie ze sobą poznamy. (śmieje się)

 

Natalia: Moja rada dla wszystkich osób, które chciałyby zacząć działać lokalnie – sprawdź, czy już ktoś nie robi tego, na co masz pomysł, a jeżeli tak jest – zwyczajnie napisz do tej osoby!

 

Kamil: Ja tak w zasadzie zrobiłem, że napisałem, że chcę się zaangażować, przyszedłem, zostałem – a teraz proszę – robię wywiad jako członek kolektywu Śląska Przegiętego! Jeżeli chcesz zacząć coś od zera – wiadomo, musisz zmierzyć się z obawami dotyczącymi tego, w jaki sposób w naszym kraju traktowane są osoby queerowe. Ale to czasami są tylko przekonania bez pokrycia w rzeczywistości. Jak współorganizowaliśmy tyskie wydarzenie, o którym przed chwilą opowiadała Natalia, to też usłyszeliśmy, że “no, z seniorkami to może być ciężko, one mogą tego nie zrozumieć” – a było zupełnie inaczej. I to mi pokazało, że ja nie muszę się obawiać tego, że coś, co chcę zrobić jest inne i nowe – nawet jeżeli nie mam przestrzeni, by to samodzielnie zorganizować, to sam pomysł jest warto komuś przedstawić

 

Śląsk Przegięty: Działający od 2018 roku interdyscyplinarny projekt i kolektyw poświęcony queerowaniu śląskich tradycji. Skupia się na tworzeniu bezpieczniejszych przestrzeni dla lokalnej społeczności LGBT+, rozwoju śląskiej sceny queer oraz badaniu i upowszechnianiu wiedzy na temat queerowej przeszłości Górnego Śląska. Kolektyw tworzy spektakle dragowo-burleskowe, organizuje imprezy, warsztaty, spotkania i panele dyskusyjne, wspiera też katowicki Marsz Równości i inne inicjatywy aktywistyczne.

Media społecznościowe Śląska Przegiętego: Facebook; Istagram

Znamy wyniki NeuroGrantów

 

Liczba zgłoszeń w tej edycji zrobiła na nas wrażenie:

otrzymałyśmy aż 55 pomysłów na neuroqueerowe działania z wielu różnych rejonów Polski.

Dla aż 66% osób informacja o powstaniu NeuroGrantów była inspiracją do podjęcia działań! Wyjątkowo duża liczba zgłoszeń dotyczyła pomysłów na wsparcie psychologiczne neuroatypowych osób LGBT+, co tym bardziej utwierdziło nas w przekonaniu, że nasza inicjatywa jest potrzebna.

 

 

Społeczność została postawiona przed niełatwym zadaniem. Koniec końców wyłoniła 9 grup i organizacji, które dostaną NeuroGrantową kasę na działania. Mamy nadzieję, że z następnymi edycjami specjalnymi uda nam się wesprzeć jeszcze więcej grup z całej Polski! Możesz nam pomóc w realizacji tego celu jeszcze w tym miesiącu, przekazując nam 1,5% podatku (KRS 0000791625).

 

Poznaj niezwykłe grupy, które wkrótce rozpoczną działania na rzecz neuroatypowych osób LGBT+ #usiebie:
  1. Warszawska Grupa Piramida zamierza stworzyć Herbatkę: ASMR queer show, czyli w 100% dostępne dla neuroatypowych osób LGBT+ wydarzenie dragowe!
  2. Grupa Tęczowe Podbeskidzie rozpocznie w Bielsko-Białej i okolicach cykl wielopoziomowego wsparcia neuroatypowych osób LGBT+ i edukacji osób zajmujących się opieką lub pracą z osobami neuroqueerowymi w aglomeracji beskidzkiej.
  3. Fundacja Z Innej Bajki dzięki NeuroGrantom, włączy w swoje Rozmowy w spektrum spotkania skoncentrowane na neuroatypowych osobach LGBT+. (Rozmowy w spektrum to miesięczny cykl paneli dyskusyjnych, warsztatów i wykładów skoncentrowanych na potrzebach osób neuroatypowych w Świdnicy.)
  4. Fundacja PROMENADA z Opola, dołącza w tym roku do NeuroGrantowych Odmieniaczek oferujących wsparcie psychologiczne! Dzięki NeuroGrantom zorganizują i przeprowadzą 39 konsultacji psychologicznych dla osób neuroqueerowych. Co więcej, obejmą one nie tylko społeczność z Opola i okolic: dzięki możliwości konsultacji online, będą dostępne osobom z całej Polski.
  5. Urocze osoby poprowadzą w Kielcach neuroqueerowy speedfriending i neuroqueerowy klub czytelniczy. Dzięki NeuroGrantom inicjatywa będzie trwała aż pół roku, a Urocze osoby planują robić po 2 spotkania miesięcznie.
  6. Społeczność doceniła także pomysł wsparcia psychologicznego zaproponowanego przez Olsztyńską Fundację CzuliMy. Nosi on nazwę Przystań EUFORIA – bezpieczna przestrzeń dla neuroatypowych osób transpłciowych i niebinarnych i potrwa kilka miesięcy.
  7. Federacja Znaki Równości dzięki NeuroGrantom odpowie na 2 potrzeby lokalnej społeczności – po pierwsze, dostosuje przestrzeń krakowskiego Centrum Równości DOM EQ, tak często odwiedzaną przez osoby neuroqueerowe, do ich potrzeb sensorycznych; i po drugie – stworzy wyczekiwaną grupę wsparcia.
  8. Po raz kolejny serca społeczności skradł pomysł słubickiego kolektywu Queer nad Odrą. Dzięki NeuroGrantom zorganizuje już 3. edycję Niezłej Sztuki Fest — festiwalu arteterapeutycznego, który powstał z myślą o potrzebach neuroatypowych osób LGBT+.
  9. Działająca w wymiarze ogólnopolskim Fundacja Dziewczyny w Spektrum przeznaczy NeuroGrant na Wsparcie i wzmocnienie dorosłych osób LGBTQ w spektrum autyzmu. Będzie się na nie składało 36 godzinnych konsultacji psychologicznych i/lub seksuologicznych.

 

Nie możemy się doczekać działań, które powstaną w ramach tej edycji! Obserwujcie nasze profile w mediach społecznościowych, aby ich nie przegapić: 

 

 

Dołącz do programu Odmienianie krok po kroku i wesprzyj osoby LGBT+ w małych miastach i na wsi!

Przekujesz swoje pomysły na realne działania, które przynoszą zauważalne efekty. Poznasz ludzi z wielu miejsc w Polsce, którzy jak ty chcą, by osobom LGBT+ żyło się lepiej. Poznasz osoby, które przez dziesięć miesięcy trwania cyklu będą cię wspierać, dzielić się wiedzą i inspiracjami. Będziesz mieć szansę nawiązać wieloletnie znajomości z osobami, które rozumieją specyfikę lokalnych działań na rzecz osób LGBT+ w małych miastach i na wsi. Nikt nie będzie oczekiwał od ciebie spektakularnych akcji, nikt nie będzie oceniał, czy to co robisz, jest “prawdziwym aktywizmem”. Nie będziesz czuł/a_o, że odstajesz od grupy, jeżeli dopiero zaczynasz. Takie jest Odmienianie krok po kroku. Stworzyłyśmy je z myślą o tobie.

 

 

Lokalne działania LGBT+ w Polsce: Jak działa program Odmienianie krok po kroku?

Program Odmienianie krok po kroku wspiera  lokalne działania na rzecz osób LGBT+ w małych miastach i na wsi. Jest przeznaczony dla osób indywidualnych w każdym wieku i nie wymaga wcześniejszego doświadczenia. To około dziesięć miesięcy warsztatów, webinarów i wykładów, poświęconych różnym aspektom organizowania pomocy, działań i wsparcia dla osób LGBT+. Układają go i prowadzą ekspertki z różnych dziedzin: znajdą tu coś dla siebie zarówno osoby preferujące działania na poziomie oddolnym, jak i te które wolą wybierać ścieżki bardziej oficjalne.

 

Odmienianie krok po kroku pokazuje, że:
Działania lokalne nie muszą być wyczerpujące.

Od samego początku tworzymy program warsztatów w duchu zrównoważonego aktywizmu. Nauczysz się odmieniać lokalną rzeczywistość tak, by działania były satysfakcjonujące dla ciebie i twojej społeczności, ale i nie pozostawiały cię na skraju wyczerpania. 

 

Działania lokalne nie muszą być spektakularne.

W Funduszu doceniamy nie tylko działania rewolucyjne i spektakularne, ale także codzienną, kameralną pracę na rzecz tego, by coraz więcej społeczności lokalnych stawało się przyjaznym i bezpiecznym miejscem dla osób LGBT+.

 

Działania lokalne nie są tylko dla młodych.

Do Odmienia krok po kroku dołączają osoby w każdym wieku. Gościmy mamy, babcie, emerytowane nauczycielki i przyjaciółki osób LGBT+. Wychodzimy naprzeciw każdej osobie uczestniczącej i nie oczekujemy, że wpiszesz się w jakiś schemat. Jesteśmy tu dla Ciebie.

 

Sojuszniczki i sojusznicy tęczowej społeczności mają bardzo ważną rolę w działaniach lokalnych i oddolnych

Jest to szczególnie istotne w małych miastach i na wsi, gdzie coming out związany z działaniem we własnym imieniu może być stresujący i ryzykowny. W małych miastach i na wsiach sojusznicy LGBT+ mogą odgrywać kluczową rolę w budowaniu bezpiecznych przestrzeni. Przecierają szlaki dla zawiązania się lokalnej społeczności LGBT+. 

 

Odmienianie Krok po Kroku zrodziło się z naszego marzenia o tym, by każda osoba LGBT+ mogła czuć się #usiebie. Tam, gdzie toczy się jej  życie. Zrodziło się z nadziei na to, że opowieść o miejscach “lepszych” i “gorszych” dla osób LGBT+ pewnego dnia odejdzie w zapomnienie. Dziś ta nadzieja znajduje poparcie w faktach – dzięki niezwykłym historiom Odmiany, możliwym dzięki pracy osób Odmieniających z całej Polski. Osób takich, jak Ty. Dołącz do nich, wysyłając zgłoszenie w trzeciej edycji Odmieniania Krok po Kroku.

 

 

Czego uczą warsztaty Odmienianie krok po kroku?

 

Spotkania edukacyjne będą poświęcone między innymi:

  • sytuacji osób LGBT+ w Polsce,
  • metodom pracy na rzecz osób LGBT+ w małych miastach i na wsi,
  • rzecznictwu lokalnemu,
  • budowaniu społeczności, odkrywania jej potencjału, który ma znaczenie dla prowadzonych przez Ciebie działań,
  • badaniu potrzeb lokalnej społeczności i tworzenia działań, które na nie odpowiadają,
  • komunikowaniu działań w social mediach
  • przekuwaniu swobodnych pomysłów na konkretne działania oraz
  • prowadzeniu działań w sposób bezpieczny.

 

 

 

 

Lokalne działania LGBT+ krok po kroku: dla kogo jest nasz program?

 

Do naszego programu zapraszamy wszystkie chętne osoby. By się do niego zgłosić, nie musisz mieć gotowego pomysłu na działanie. Ważne jest dla nas, że czujesz, że osoby LGBT+ w twojej społeczności doświadczają problemów i wykluczenia, a w związku z tym nie mogą czuć się w pełni #usiebie. Najważniejsza jest dla nas twoja motywacja do pracy nad zmianą tej sytuacji, niezależnie od tego czy czujesz, że lokalny aktywizm LGBT+ to coś, czym chcesz się zająć na dłużej.

 

  • Ten program jest dla osób indywidualnych. — Nie musisz zatem (ale możesz) należeć do organizacji, grupy czy kolektywu, aby wziąć w nim udział. Pomimo tego zgłaszasz się samodzielnie.
  • Nie musisz być osobą LGBT+! — Z radością przyjmiemy cię jako osobę życzliwą naszej społeczności.

 

 

 

Jak zgłosić się do programu Odmienianie krok po kroku?

 

    1. Pobierz Zasady zgłoszeń i uczestnictwa – w tym dokumencie, poza zasadami, znajdują się także terminy planowanych wydarzeń edukacyjnych w ramach naszego cyklu;
    2. Przejrzyj formularz zgłoszeniowy (Zwróć uwagę, że nie zapisuje on wersji roboczych. Skorzystaj z dokumentu pomocniczego i przygotuj treść zgłoszenia we własnym tempie.
    3. Wypełnij formularz zgłoszeniowy;
    4. W razie wątpliwości, pytań, niejasności – umów się z nami na spotkanie przez calendly. Z chęcią Ci pomożemy!

 

Na Twoje zgłoszenie czekamy do 26 stycznia 2025 r. do godz. 23:59

 

 

 

Wyboru osób dokona Panel Społecznościowy: grupa powołana specjalnie do pracy nad tą edycją Odmieniania krok po kroku. Jest złożona z osób z doświadczeniem działania na rzecz społeczności LGBT+ w małych miastach i na wsi, w tym Odmieniaczy i Odmieniaczek z poprzednich edycji programu. Ponadto zapraszamy do niej darczynie Funduszu i inne osoby eksperckie w zakresie prowadzenia lokalnych działań. Różnorodność osób z panelu zapewni nam pierwszy wymiar partycypacyjności procesu wyboru osób. Kolejny wymiar partycypacyjności programu zostanie zrealizowany już w jego trakcie, gdzie osoby zaproszone do udziału będą służyły sobie nawzajem informacją zwrotną i wsparciem.

 

 

Harmonogram

  • 18 grudnia 2024 – rozpoczynamy przyjmowanie zgłoszeń
  • 26 stycznia 2025, godzina 23:59 – koniec przyjmowania zgłoszeń
  • 18 lutego 2025 – ogłoszenie wyników
  • 13 marca 2025 – pierwszy obowiązkowy zjazd osób uczestniczących
  • Harmonogram zjazdów znajdziesz w Zasadach zgłoszeń i uczestnictwa.

 

Dzięki programowi Odmienianie krok po kroku wsparcie społeczności LGBT+ w małych miejscowościach staje się łatwiejsze. Dołącz jeszcze dzisiaj i przekonaj się, jak wiele jest możliwe. Tak, dzięki Tobie.

 

Zaobserwuj nas na Facebooku i Instagramie i bądź na bieżąco.

 


Do zobaczenia i powodzenia! 🫶

Bezpieczne przestrzenie LGBT+ kluczowe w małych miastach: historia Queerowego Garwolina

W tym roku otrzymały Grant dla Odmiany na kolejne działanie i – jak możecie się domyślać – nie zamierzają na nim poprzestać! Dziś macie okazję poznać je osobiście. W rozmowie z nami dzielą się swoimi historiami dorastania jako queerowe osoby w Garwolinie. Opowiadają, jak doświadczenia te doprowadziły je do działań na rzecz społeczności LGBT+. Dowiecie się, jak i dlaczego powstały Warsztaty Queerowych Kreacji, a także poznacie refleksje naszych rozmówczyń. Według nich kluczowe jest, by to właśnie w małych miastach i na wsi rozwijały się bezpieczne przestrzenie LGBT+. Dlaczego? Odpowiedzi znajdziesz w tej niezwykłej historii lokalnych działań zapoczątkowanych przez niewielką queerową rodzinę. Przez wywiad, oprócz rozmówczyń i zdjęć prowadzonych przez nie warsztatów, poprowadzą nas także archiwalne posty tęczowego spotted. Bo choć są reliktem tęczowej przeszłości Garwolina, to dzięki naszym rozmówczyniom queerstoria tego miasta cały czas się rozwija.

 

Krok po kroku do Warsztatów Queerowych Kreacji

Queerowy Garwolin: krok po kroku do bezpiecznych przestrzeni

 

Niedawno zakończyłyście Warsztaty Queerowych Kreacji, działanie, na które dostałyście Grant dla Odmiany. Nie jest to jednak wasza pierwsza inicjatywa dla lokalnej społeczności LGBT+. Jak to się wszystko zaczęło?

 

Patrycja: Wszystko zaczęło się tak naprawdę ode mnie. Kiedy byłam nastolatką w Garwolinie, czułam się bardzo samotna i wyobcowana. Miałam świadomość swojej tożsamości, ale w małym, konserwatywnym mieście brakowało przestrzeni, gdzie mogłabym być sobą. Nie było żadnych inicjatyw LGBTQ+, żadnych miejsc, gdzie można było znaleźć wsparcie czy zrozumienie. Wszystko, co wiązało się z moją queerowością, musiałam ukrywać. To było jak życie w ciągłym cieniu, z lękiem, że zostanę odrzucona albo wyśmiana, jeśli ktoś się dowie.

Często czułam, że jestem „inna” i że na bycie “inną” nie ma miejsca w moim otoczeniu. Brakowało mi wzorców, możliwości rozmowy czy choćby poczucia, że nie jestem w tym wszystkim sama. To było trudne, szczególnie w okresie, kiedy człowiek szuka swojej tożsamości i potrzebuje akceptacji.

Potem wyjechałam na studia do Warszawy. Dopiero wtedy miałam szansę brać udział w queerowych eventach i poznać inne osoby takie jak ja. Ten wyjazd otworzył mi oczy na to, jak mogłoby wyglądać życie, gdy masz społeczność, która cię akceptuje i wspiera. Zrozumiałam, jak bardzo brakowało mi tej przestrzeni w Garwolinie i że – niestety – wciąż nic się w tym obszarze nie zmieniło.

Kiedy po latach spojrzałam na Garwolin z perspektywy życia w Warszawie, poczułam coś w rodzaju żalu i złości.

Żal, bo dotarło do mnie, jak wiele lat żyłam w poczuciu samotności. I że mogłoby to wyglądać inaczej, gdyby w moim rodzinnym mieście istniała jakaś społeczność LGBTQ+ czy jakiekolwiek wsparcie. Złość, bo mimo że świat wokół się zmieniał, to wydawało mi się, jakby tutaj czas stanął w miejscu. Nadal nie było przestrzeni dla osób takich jak ja, żadnych działań, które mogłyby dać młodym ludziom odrobinę nadziei czy otuchy.

W tym wszystkim kluczowy był moment refleksji: że kiedyś ja byłam tą nastolatką, która marzyła o kimś, kto zainicjuje zmianę. I wtedy pomyślałam: skoro tego nadal nie ma, a ja już wiem, jak ważna jest społeczność i wsparcie, dlaczego nie miałabym spróbować coś zmienić? Zdałam sobie sprawę, że choć Garwolin nie był dla mnie łatwym miejscem, to wciąż jest moim miastem i chciałabym, żeby kolejni młodzi ludzie nie musieli przechodzić przez to samo, co ja. To poczucie odpowiedzialności i chęć poprawy rzeczywistości dla innych stały się moją motywacją do działania.

 

Bezpieczne przestrzenie dla osób LGBT+ w małych miastach to podstawa

 

Julia: To prawda że Garwolin, jak wiele innych mniejszych miejscowości, stawia naprawdę przeróżne wyzwania społeczności queerowej. Nie mamy tu wiele możliwości na zostanie dostrzeżonymi, a co dopiero na poczucie jakiegoś rodzaju przynależności. Czasem czuję, że brakuje tu takiego bodźca, który zainicjowałby wsparcie skierowane do osób, będących ofiarami dyskryminacji czy homofobii. Dlatego większość z nas trzyma się głównie w swoich kręgach. 

Pomimo tego jestem zdania, że życie w Garwolinie jako osoba queerowa nie jest najgorszą rzeczą jaka może się przytrafić.

Na przestrzeni życia tutaj spotykam się z akceptacją ze strony mojego najbliższego otoczenia, a to bardzo ważne. Inaczej niż w historii Patrycji – nie czułam, by moja queerowość nie była tematem tabu. Była raczej czymś, co powoli wkradało się jako codzienna część mojego życia. I chyba najbardziej cenię sobie w Garwolinie otwartość na wyrażanie swojej querowosci poprzez styl, i nie mówię tego tylko z własnego doświadczenia. Na ulicach naszego miasta coraz częściej można zauważyć osoby, które czerpią z bardzo różnorodnych sposobów wyrażania siebie przez wygląd. Niby to drobna rzecz, a jednak zawsze napełnia mnie jakąś dumą, zachwytem.

Na przestrzeni lat wzrosła też świadomość ludzi i nie spotykamy otwartej agresji, czy niechęci ze strony mieszkańców. Pomimo tego wciąż jesteśmy niezauważalni.

Ten problem jest na pierwszy rzut oka bardzo subtelny. Jednak na co dzień tę niezauważalność odczuwa się dość mocno. Nie uwzględnia się naszych potrzeb w debacie publicznej; nasze istnienie jest ignorowane w codziennych interakcjach z ludźmi. To potrafi to naprawdę czasem dobić. Wywołuje taką sytuację, w której pomniejszamy własne problemy i potrzeby dotyczące queerowości, i to nierzadko bez wsparcia bliskich.

 

Opowiedzieć na potrzeby społeczności LGBT+ w Garwolinie

 

 

Dużo mówicie specyfice działania dla osób LGBT+ w małych miastach, takich jak Garwolin. Czy Warsztaty Queerowych Kreacji wynikły także po części z tych opisywanych przez was realiów?

 

Patrycja: W mniejszych miastach, takich jak Garwolin, osobom LGBTQ+ żyje się trudniej pod tym kątem, że tu społeczność LGBTQ+ jest zwykle słabiej zorganizowana i mniej widoczna. Brakuje dedykowanych przestrzeni, gdzie można poczuć się swobodnie. Otwarte rozmowy o tożsamości płciowej, czy orientacji seksualnej wciąż bywają tematem tabu. W Garwolinie brakuje grup wsparcia i wydarzeń specjalnie dla osób LGBTQ+. Osoby queerowe zazwyczaj muszą szukać wsparcia online lub podróżować do większych miast, aby znaleźć przestrzeń, gdzie mogą być sobą w pełni. Dlatego gdy 2022 roku zgłosiłam się do Odmieniania krok po kroku, zorganizowałam wsparcie psychologiczne dla osób LGBT+ w naszym powiecie. To działanie robiłam jeszcze sama. Z czasem mój aktywistyczny entuzjazm podchwyciła Kasia – moja narzeczona – i moja młodsza siostra Julia. Warsztaty Queerowych Kreacji były naszym pierwszym wspólnym działaniem – chociaż na pewno nie ostatnim! 

 

Już na etapie szukania pomysłu zrobiłyśmy research dotyczący potrzeb młodych osób LGBTQ+ w Garwolinie. Wymieniałyśmy między sobą wiele obserwacji i ogłaszałyśmy badanie potrzeb przez social media. Robiłyśmy też interaktywne ankiety na naszym Instagramie i rozmawiałyśmy z osobami w wiadomościach prywatnych. Dowiedziałyśmy się, że bardzo chcą, aby w Garwolinie odbywały się jakieś spotkania- warsztaty specjalnie dla nich. Największe zainteresowanie zdecydowanie dotyczyło wydarzeń kulturalnych oraz warsztatów kreatywnych, stąd nasz pomysł. Jednak ze względu na brak społeczności, o którym mówiłyśmy wcześciej, zależało nam, żeby spotkania nie miały wyłącznie charakteru artystycznego. Chciałyśmy, żeby stały się okazją do poznania innych osób LGBTQ+, nawiązania nowych relacji, budowania poczucia akceptacji, bezpieczeństwa i wspólnoty, której brakuje w Garwolinie.

 

Nie obawiałyście się przejścia z tego pierwszego etapu od razu do offlajnowych spotkań?

 

Kasia: Na początku trochę tak.  Zadawałyśmy sobie pytanie: a co jeżeli spotkania offline okażą się zbyt trudne dla queerowej społeczności Garwolina? Miasto jest dość małe, raczej konserwatywne, więc nie zdziwiłabym się, gdyby osoby nie czuły się pewnie pojawiając się na warsztatach. W ten sposób niejako ujawniają swoją tożsamość otoczeniu. W internecie dużo łatwiej zachować anonimowość, jednak to spotkania offline mają dużo większy wpływ na tworzenie społeczności w danym miejscu. A jak mówiły Patrycja i Julia – to w końcu tego tak bardzo tu potrzeba. Osoby, które trochę boją się szukać swojej queerowej społeczności, są w stanie zobaczyć na własne oczy, że istniejemy i zapraszamy. Te z nich, które pojawią się na spotkaniach, mają szanse nawiązać bliższe relacje w bezpiecznej przestrzeni. Z kolei wspólna praca kreatywna to dobry pretekst do spotkania bez presji i dobry początek do nawiązania kontaktu.

 

Julia: Zgadzam się. Spędzanie czasu online nie jest tym samym doświadczeniem jak wspólne przechadzki i rozmowy w realu. A takie spotkania to świetne rozwiązanie na miło spędzony czas ze znajomymi. I do tego można spełniać się kreatywnie – przyjemne z pożytecznym.  Z doświadczenia wiem, że w małych miastach często nie ma nic ciekawego do robienia, szczególnie dla osób queerowych, więc wspólne wypady nie są szczególnie kuszące. W końcu ile można oglądać w kółko te same budynki? – śmieje się – Mieszkając w małej miejscowości ciężko znaleźć jakąś specyficzną społeczność, do której można przynależeć. Takie lokalne spotkania dla osób queerowych dają w końcu na to szanse. Przynoszą sposobność na nowe znajomości i nowe doświadczenia w grupie osób podobnych do ciebie.

To właśnie sprawia, że działanie tutaj, u siebie, jest tym bardziej cenne.

Tutaj każdy, nawet najmniejszy krok ma ogromne znaczenie i przynosi realną zmianę, którą można dostrzec niemal natychmiast. Lokalny tęczowy aktywizm nie tylko integruje społeczność, ale buduje coś wyjątkowego w miejscu, gdzie brakuje otwartej przestrzeni do wyrażania siebie i bycia w pełni sobą.

 

Kasia: Dla tych, którzy twierdzą, że aktywizm queerowy poza dużymi miastami nie ma sensu, mamy jedno przesłanie: to właśnie w takich miejscach jest najbardziej potrzebny. W Garwolinie, jak i w innych małych miastach, są ludzie, którzy pragną być akceptowani i rozumiani tam, gdzie mieszkają. Działanie lokalne pomaga przełamywać tabu i tworzyć prawdziwie inkluzywne społeczności, które szanują i wspierają każdego.

 

Osoby LGBT+ małych miastach potrzebują mieć swoją społeczność

 

Jak lokalny aktywizm zmienia życie queerowej społeczności

 

To bardzo poruszające słuchać, jak wasze doświadczenia na różnych etapach życia w Garwolinie zaowocowały powstaniem  pomysłowych warsztatów Queerowych Kreacji. Jak wam poszły? Jak się z nimi czujecie?

 

Patrycja: Warsztaty były dla nas fantastycznym doświadczeniem! Były okazją dla osób uczestniczących, żeby wspólnie stworzyć coś autentycznego i dać upust swojej kreatywności, a jednocześnie spotkać się w bezpiecznej przestrzeni. Udało nam się je zorganizować w sali samego Centrum Sportu i Kultury w Garwolinie! Zrobiłyśmy warsztat szydełkowania, rysunku i malarstwa oraz tworzenia świec, wszystkie pod okiem zdolnych queerowych osób instruktorskich.

Nie obyło się oczywiście bez spotkania artystystyczno-towarzyskiego. Było ono podsumowaniem cyklu warsztatów. Osoby uczestniczące mogły wyrazić siebie w różnych technikach artystycznych, nie było sztywnych ram ani instrukcji, co sprzyjało swobodnej kreatywności. Pograliśmy sobie w gry planszowe, pogadaliśmy i po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem. Widać było też, że cały cykl warsztatów dawał osobom taką przestrzeń do swobodnej ekspresji bez oceniania. Miło było patrzeć, jak swobodnie się ze sobą czują, a kreatywna praca daje im radość. Wiesz, w mniejszych miejscowościach takich jak Garwolin, często brakuje bezpiecznych miejsc spotkań. Zorganizowanie tego cyklu dało w końcu szansę na poznanie innych queerowych osób z regionu, a wspólne tworzenie – na przełamanie lodów. Pozwoliło nawiązać nowe znajomości i poczuć się częścią lokalnej, tęczowej społeczności.

 

Kasia: Sama forma warsztatów bardzo to ułatwiła. Dałyśmy osobom uczestniczącym przestrzeń do wolnego eksperymentowania z materiałami i technikami, nie stwarzałyśmy presji. Koniec końców powstało kilka kompletnych prac – tytułowych queerowych kreacji, ale też w trakcie jednego ze spotkań rozwinęła się długa, wspólna gra, do której ostatecznie przyłączyła się cała grupa. Jesteśmy bardzo zadowolone z tego, jak te warsztaty przebiegły i że udało nam się zrobić dokładnie to, co planowałyśmy. Kiedy w trakcie cyklu wycofała się jedna osoba instruktorska, wyszłyśmy właśnie z pomysłem tego spotkania, o którym powiedziała Patrycja. To z początku zdawało się być wyzwaniem, a okazało się dużym sukcesem!

 

Wspierać lokalną społeczność LGBT+ i siebie nawzajem

 

 

Jak udaje wam się utrzymać motywację do działania? Czerpiecie ją głównie z działań, czy macie też inne sposoby wspierania siebie nawzajem?

 

Kasia: Według mnie najważniejsza jest komunikacja i gotowość do pomocy, gdy któraś z nas tego potrzebuje, a także wspólne ustalenie podziału zadań według naszych różnych atutów i możliwości.

 

Patrycja: Wiadomo, że aktywizm bywa wymagający emocjonalnie i energetycznie, dlatego staramy się wspierać siebie nawzajem na każdym kroku. Jak mówi Kasia, my zawsze dbamy o jasny podział ról, ale też jest przestrzeń na to, żeby prosić o pomoc, jeśli któraś z nas nie daje rady. Poza tym gdy spotykamy się, żeby pracować nad działaniami, to dla nas też zwyczajnie okazja do wspólnego spędzania czasu: rozmawiamy na różne tematy, żartujemy, bawimy się. Łączymy przyjemne z pożytecznym. 

 

Kasia: Akurat w naszym przypadku pomaga to, że jesteśmy praktycznie rodziną – gdyby nie polskie prawo byłybyśmy nią już też prawnie, no cóż… Mamy doświadczenie we wspieraniu siebie nawzajem zaczerpnięte z prywatnego życia.

 

Patrycja: Dokładnie. Na co dzień jesteśmy ze sobą blisko. Kiedy mierzymy się z trudnymi sytuacjami, dzielimy się tym, co nam leży na sercu, nie zostawiamy niedopowiedzeń. Dzięki temu udaje nam się działać skutecznie i długoterminowo.

 

Lokalny aktywizm LGBT+ poprzez bezpieczne przestrzenie

 

Jakie macie marzenia i plany na przyszłość Queerowego Garwolina?

Patrycja: W trakcie trwania warsztatów rozumiałyśmy, jak wielką wartość mają przestrzenie bezpieczne, które pozwalają ludziom być w pełni sobą.

 

Bezpieczne przestrzenie dają ludziom coś fundamentalnego: poczucie akceptacji i wolności by być sobą. W queerowej społeczności, gdzie wiele osób przez całe życie doświadcza wykluczenia, oceniania czy strachu przed ujawnieniem się, możliwość przebywania w miejscu wolnym od osądów staje się nieoceniona. To przestrzeń, gdzie ludzie nie muszą zakładać masek, gdzie mogą odkrywać siebie, dzielić się swoimi historiami i budować autentyczne relacje.

 

W bezpiecznych przestrzeniach dzieje się magia: ludzie, którzy wcześniej byli zamknięci, zaczynają czuć, że ich głos ma znaczenie. Teraz chcemy zrobić co w naszej mocy, by tworzyć je dalej – wiemy, że są nie tylko miejscem do twórczości czy integracji, ale też fundamentem, na którym można budować pewność siebie i poczucie przynależności. To inwestycja w ludzi i w zmianę społeczną, która zaczyna się od zrozumienia, akceptacji i wsparcia w najbliższym otoczeniu.

 

Chcemy dalej działać na rzecz queerowej młodzieży z Garwolina i okolic. Mamy całą masę pomysłów w różnych obszarach m.in. grupę wsparcia z psychologiem, indywidualną pomoc psychologiczną, grupę wsparciowo-towarzyską, warsztaty dotyczące zdrowia, kolejne kreatywne warsztaty w innych dziedzinach artystycznych, spotkania na temat queerowej historii i kultury. Zależy nam, by w przyszłości połączyć w przyszłości siły z innymi grupami z innych miast oraz zapraszać ciekawych gości, specjalistów w różnych dziedzinach. Rozważamy też wyjście do rodziców i bliskich młodzieży LGBTQ+ i organizację skierowanej do nich serii spotkań przybliżających tematykę orientacji seksualnej oraz tożsamości płciowej. Otrzymałyśmy wiadomości o potrzebie takich spotkań zwłaszcza dla rodziców, aby mogli lepiej poznać tę tematykę, a w konsekwencji lepiej zrozumieć swoje dzieci.

 

Bezpieczne przestrzenie LGBT+ w małych miastach - Warsztaty Queerowych Kreacji

 

Co chcecie przekazać osobom z małych miast, które zastanawiają się nad działaniem dla osób LGBT+  #usiebie?

 

Kasia: Naprawdę warto spróbować, może się okazać, że zyska na tym zarówno lokalna społeczność queerowa, jak i Wy sami_e. Oczywiście warto wcześniej rozważyć bezpieczeństwo Waszego miasta i dostosować do tego formę działań. Dobrym pomysłem jest też działanie zarówno online, jak i offline – pomysł na Warsztaty narodził się na podstawie odpowiedzi na pytania o potrzeby lokalnej społeczności na Instagramie Queerowego Garwolina.

 

Patrycja: Spróbujcie swoich sił, działajcie tak jak potraficie, znacie swoje miasto i z pewnością macie pomysły na to jak wesprzeć Waszą społeczność.

Nie bójcie się, jeśli w waszym mieście nie było do tej pory żadnych działań dla osób LGBTQ+. Że będziecie pierwszymi, którzy takie działania poprowadzą. Bądźcie pionierami. W takich miastach szczególnie potrzebna jest wasza pasja, empatia i chęć działania.

Jestem pewna, że sobie poradzicie. Zwłaszcza jeśli weźmiecie udział w Odmienianiu krok po kroku. Tu, podczas zjazdów, zdobędziecie wiedzę, narzędzia i wsparcie, aby Wasze działanie się powiodło. Wiem to z własnego doświadczenia – tak zaczęła się moja droga lokalnego aktywizmu.

 

Queerowy Garwolin stale rozwija swoje działania. Zaobserwujcie je na Instagramie, żeby nigdy nie umknęła Wam Tęczowa Odmiana, która każdego dnia dzieje się w małych miastach i na wsi. Być może nie zawsze widoczna, ale zawsze obecna.

A jeżeli chcesz wesprzeć lokalne działania na rzecz osób LGBT+, to jeszcze dzisiaj wesprzyj nas wpłatą. Twoje pieniądze trafią bezpośrednio do grup takich, jak Queerowy Garwolin w kolejnej edycji Grantów dla Odmiany.

 

 

 

Od serca do działania: Jak opowieści napędzają zmiany społeczne

 

 

Zmiana społeczna zaczyna się od rozmowy: jak wpłynąć na swoją społeczność

 

Jak zacząć działać na rzecz zmian społecznych? Największe zmiany mogą zaczynać się przy rodzinnym stole! Rzecznictwo to nie tylko oficjalne wystąpienia i debaty publiczne, nie tylko walka o nowe przepisy czy polityczne reformy. Rzecznictwo to aktywne działanie poprzez opowiadanie, które umożliwia zaistnienie zmiany społecznej. Co ważne – w rzecznictwie kluczowe jest takie działanie przez opowiadanie, które opiera się na bliskim kontakcie i osobistych relacjach. Osoby zajmujące się nim zawodowo stosują różne techniki, by wydobyć ten osobisty aspekt nawet z takich rozmów, w których obydwie strony nie miały okazji wystarczająco dobrze się poznać. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by posługiwać się nim tam, gdzie ten bliski kontakt już istnieje: w domu, w pracy, czy w społeczności lokalnej.

 

Aby wykorzystać potencjał rzeczniczy dowolnej codziennej sytuacji, podejdźmy  do tego, jak do tworzenia domowych wypieków, tych najprostszych i lubianych przez nas wszystkich: choć składników jest kilka, to umiejętne ich przygotowanie, dobranie i odpowiednie proporcje przesądzą o tym, czy ciasto będzie udane. 

 

Miko Czerwiński w trakcie naszego webinaru podał ten prosty przepis:

 

 Jakie są 3 filary skutecznej historii, która zmienia świat?

  1. Opowiedz o sobie

Podziel się swoją historią. Osobiste doświadczenia mają niezwykłą moc przyciągania uwagi i budowania więzi z odbiorcami. Na przykład, jeśli walczysz o ochronę środowiska, opowiedz o tym, jak zanieczyszczenie powietrza wpłynęło na Twoje zdrowie lub rodzinę. Kiedy mówisz o swoich przeżyciach, pokazujesz autentyczność i otwartość, co sprawia, że Twoja opowieść staje się bardziej wiarygodna i emocjonalnie angażująca. Twoje osobiste historie zainspirują innych do refleksji i działania, ponieważ widzą, że zmiana jest możliwa.

 

  1. Opowiedz o nas

Pokaż, że nie jesteś sam_a_o w swojej historii. Wskaż pozostałym, jak mogą odnaleźć się w twojej opowieści. Odwołaj się do wspólnych wartości, emocji i doświadczeń, które dzielą Twoi odbiorcy. Na przykład, jeśli walczysz o równość, wspomnij o tym, jak wartości takie jak sprawiedliwość i szacunek dla każdego człowieka przejawiały się w twoim dzieciństwie. Kiedy ludzie dostrzegają w twojej opowieści elementy z własnego życia, czują się bardziej zrozumiani i związani z przekazem. Wspólne doświadczenia budują poczucie wspólnoty i solidarności, co jest kluczowe w mobilizowaniu do działania.

 

  1. Opowiedz o teraz

Skoncentruj się na teraźniejszości i sposobach działania dostępnych tu i teraz. Pokazuj, jak obecne wydarzenia wpływają na sytuację oraz co zrobić, aby wprowadzić pozytywne zmiany. Zaproponuj swoim rozmówcom konkretne kroki do podjęcia, aby łatwiej było im się zaangażować czując, że mają realny wpływ na rzeczywistość. Mówiąc o tym co bieżące i aktualne sprawiasz, że twoja opowieść jest żywa i dynamiczna. To samo w sobie potrafi skutecznie zmotywować do działania.

 

Jednak to jeszcze nie wszystko. Bo skoro opowieść ma poruszać i rezonować, nie możemy pominąć omówienia jej ważnego składnika, którym są emocje.

 

 

Historie, które poruszają: jak umiejętnie posługiwać się emocjami podczas opowiadania

Emocje spajają opowieść i jednocześnie wprawiają ją w ruch. Mają ogromną moc mobilizowania innych osób do działania. By jednak tak się stało, trzeba je dobrze w naszej opowieści rozmieścić. Nie powinny przytłoczyć odbiorcy, ale błędem byłoby też unikanie ich: opowieści, które nie poruszają, nie zostają z nami na długo. Miko podzielił się z nami tymi dwoma kluczowymi wskazówkami:

 

Mów o bliźnie, nie o ranie

Zbyt intensywne emocje mogą przytłoczyć osobę odbiorczą twojego komunikatu lub zaabsorbować ją na tyle, że nie będzie mogła w pełni zaangażować się w twoje przesłanie. Pochłonie ją spirala własnych refleksji, wspomnień, a czasem nawet trudnych i bolesnych przeżyć. Nie znaczy to jednak, że masz zupełnie zrezygnować z mówienia o rzeczach trudnych, czy przykrych. Mówienie o zmaganiach jest bardzo ważne. Wybierz jednak te z nich, które nie zaburzają struktury opowieści i nie pochłoną osób odbiorczych całkowicie. Najprościej efekt ten uzyskać mówiąc o tych zmaganiach, które stanowią już przepracowaną całość; są blizną, której doświadczasz, a nie otwartą raną, która wciąż jest źródłem przejmującego bólu. Innymi słowy – mów o tych emocjach trudnych, które możesz obejrzeć z dystansu, które są częścią historii obfitej w ważne dla twojego przekazu refleksje i wnioski.

 

Obrazuj i poruszaj

Kiedy coś nas osobiście dotyka mówimy, że nas poruszyło, albo nawet – że nas wzruszyło. To nie przypadek, że to, co emocjonujące w naszej wyobraźni związane jest z ruchem. Tworząc opowieści dla odmiany, możemy umiejętnie wykorzystać tę cechę. Każdy element historii, który zawiera ważny z punktu jej widzenia ładunek emocjonalny, możemy zawrzeć w barwnych, oddziałujących na wyobraźnię i zmysły kontekstach. Obrazowe opowiadanie wzmacnia przekaz naszej historii: to niezbędny składnik, który na poziomie emocjonalnym wydobywa z niej to, co najważniejsze. Obrazowe opowiadanie pomaga także lepiej zrozumieć i zapamiętać treści, bo angażuje wiele zmysłów. I nie tylko: kiedy widzimy i czujemy opowieści, które z nami rezonują, budujemy więź ze sprawą lub osobami w nią zaangażowanymi. To klucz do zainspirowania naszego rozmówcy do podjęcia działań, bez którego opowieści dla odmiany byłyby mało skuteczne.

 

Zabić banały, ożywić rozmowę: rzecznictwo dla każdego

 

Prowadzenie rozmów o ważnych sprawach wymaga umiejętności jasnej i zrozumiałej komunikacji. Poprawność językowa, choć wskazana, nie jest tak istotna jak używanie technik komunikacji społecznej, które z jednej strony podtrzymują konstrukcję historii, z drugiej – jej dynamikę. Wiesz już, jak przyrządzić świetną opowieść, która chwyta za serce, motywuje do zmiany, a na jej pierwszy plan wysuwa się to, co dla nas kluczowe. Szkoda byłoby, gdyby kilka często popełnianych przy opowiadaniu błędów unieruchomiło całą tę poruszającą konstrukcję w jednej, krótkiej chwili. Unikaj poniższych praktyk, aby mieć pewność, że dynamika opowieści pozostanie nienaruszona. 

 

Trumny słowne

To nadmiernie skomplikowane i/lub sztuczne wyrażenia, które mogą zamknąć czytelność treści w metaforycznej trumnie. Unikaj skomplikowanych terminów, które mogą odciągnąć uwagę od twojego przekazu. Zanim użyjesz skomplikowanego zwrotu zastanów się, czy nie da się tego opowiedzieć prostszymi słowami:

 

  • dyskurspowszechny sposób patrzenia na…/ mówienia o…
  • finalizacja działańzakończenie działań
  • odbyć spotkaniespotkać się z kimś

 

Unikanie trumien słownych sprawia, że nasze wypowiedzi są bardziej bezpośrednie i łatwiejsze do zrozumienia. 

 

Rzeczowniki-zombie

Jak zacząć mówić na rzecz zmiany społecznej? Zaczynaj od prostych, jasnych stwierdzeń, unikając rzeczowników-zombie. To inaczej takie słowa, które niepotrzebnie zamieniają czasowniki w rzeczowniki. Są jak żywe trupy gramatyki, które ociężale pełzają po zdaniach, sprawiając, że stają się one bardziej skomplikowane i mniej dynamiczne. 

  • zostało zrobionezrobiłyśmy
  • spotkało się z protestem z naszej stronyzaprotestostowałyśmy, zrobiłyśmy protest
  • była mowa omówiliśmy o, poruszyliśmy temat

 

Cmentarzyska banału

Skuteczna komunikacja opiera się na konkretnych informacjach, a nie na ogólnikach. Cmentarzyska banału to mgliste zwroty, które nie przykuwają uwagi i nie dają konkretu w momencie, w którym byłby pożądany. Cmentarzyskami banału możemy nazwać też nagromadzenie zwrotów, które nie wnoszą nic istotnego do opowieści, bo są zbyt oczywiste i nadużywane.

  • wiele osób uważa → 60% osób uważa…, większość (ponad 70%) osób, z którymi rozmawiamy uważa
  • wszyscy wiedzą…
  • jak to mówią…
  • szereg działań na rzecz… → powiedz, ile takich działań było, albo jak często są one podejmowane

 

Pod takimi gładkimi zdaniami nie kryje się żadna treść, nie ma żadnych skojarzeń, nie będzie też żadnego zaangażowania. Oprócz znudzenia łatwo też możemy wywołać efekt, którego nie chcemy – dystansu i obawy. Skoro nic nie rozumiem z tych mądrych zdań, to może jestem zbyt głupia? W efekcie – uciekam. Jak to z cmentarzami – mało osób odwiedza je chętnie i z radością. 

Maja Branka, Jak po ludzku opowiadać, co robią watchdogi? Watchdog Publikacje

 

Opowiadaj od serca i motywuj do zmian

Autentyczność to podstawa skutecznego rzecznictwa. Twoja historia, opowiedziana z serca, może inspirować innych do działania. Wszystkie powyższe strategie i wskazówki, są bardzo pomocne, ale nie przyniosą oczekiwanych efektów, jeżeli osoby odbiorcze odniosą wrażenie, że nie jesteś w tej opowieści sobą. 

Jest to w zasadzie dość zrozumiałe – jeżeli ktoś pragnie nas zaangażować w ważną sprawę, świadomość, że opowiada nam o tym prosto z serca wzbudza zaufanie. W innym wypadku, odbiorcy mogą czuć się manipulowani. Niestety nie zawsze mamy okazję rozmawiać z osobami, które dobrze znamy i którym możemy się pokazać w pełni autentycznie. Czasem czujemy skrępowanie, które ogranicza nasze możliwości wyrażania siebie. Miko Czerwiński poleca w takich przypadkach wspomóc się tak zwanym trójkątem retorycznym – antyczną metodą, o której więcej dowiesz się z nagrania webinaru.

 

 

Zmiana nie zawsze wymaga wielkich scen i donośnych głosów. Często najskuteczniejsze są te ciche, osobiste rozmowy przy stole, gdzie możemy prawdziwie dotrzeć do drugiego człowieka. Opowiadanie historii ma moc budowania wspólnoty i inspirowania do działania na rzecz zmian społecznych. To właśnie one mogą napędzać naszą społeczność do działania i tworzenia lepszego świata dla wszystkich.

 

  • Bądź autentyczny: Mów z serca i nawiąż do własnych doświadczeń.
  • Łącz się z odbiorcami: Wskazuj na wspólne wartości i doświadczenia. Stosuj trójkąt retoryczny.
  • Kieruj się aktualnością: Odwołuj się do bieżących wydarzeń i działań.
  • Mów o bliźnie, nie o ranie: Mów o zmaganiach, ale w sposób, który nie przytłacza i który stanowi spójną całość
  • Angażuj zmysły: Używaj obrazów i akcji, które ożywiają opowieść.

 

Teraz wystarczy tylko rozpocząć rozmowę i zaufać sile opowieści.

 

Fundusz dla Odmiany
ul. Nowogrodzka 7/9 lok. 35
00-513 Warszawa
[email protected]
+48 505 023 804

BNP Paribas
05 1600 1462 1825 6344 5000 0001
IBAN: PL05 1600 1462 1825 6344 5000 0001
BIC/SWIFT: PPABPLPK

NIP: 5213869167
REGON: 383677651
KRS: 0000791625

Fundusz dla Odmiany jest organizacją pozarządową działającą na podstawie Ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie (Dz. U. 2003 Nr 96 poz. 873) i Ustawy o fundacjach (Dz.U. 1984 nr 21 poz. 97). Działania Funduszu mają charakter non-profit.

KODOWANIE MICHAŁ SEPIOŁO | UX PIOTR SZYDŁOWSKI | ZDJĘCIA KLAUDYNA SCHUBERT | PROJEKT GRAFICZNY JOANNA BĘBENEK

© FUNDUSZ DLA ODMIANY 2024